Potulność

Niecodziennie, jednak regularnie nadal zaglądam na strony habilitacyjne CK. Po raz kolejny zwróciły moją uwagę nazwiska, które widzę od wielu miesięcy. Sprawdziłem i rzeczywiście, są to postępowania, które wiszą na stronach CK od jesieni, lata, a nawet od wiosny zeszłego roku. Jest to po prostu oburzające. Oczywiście, rozumiem, że mogą być opóźnienia, jednak nie wierzę, że we wszystkich tych 10 postępowaniach (a przeszukałem małą część postępowań niezakończonych), które są w toku rok lub ponad, nastąpiły jakieś dramatyczne wydarzenia powodujące tak wielkie opóźnienia.

 

I co? I nic. Habilitanci pewnie potulnie czekają, aż recenzenci w swej łaskawości raczą napisać recenzje. Swoją drogą zastanawiam się, jaki jest procent terminowo napisanych recenzji. Obstawiałbym, że mniejszość.

Nobel a habilitacja

Z pewnym już chyba znudzeniem, jednak z blogerskiego obowiązku napiszę o kończącym się na forum wątku o habilitacji i nagrodzie Nobla. W wątku prowokacyjnie, choć implicite, postawiona jest teza o tym, że habilitacja przeszkadza w uzyskaniu nagroda Nobla. I rzeczywiście, argument ciągniemy dalej, zdecydowana większość noblistów habilitacji nie ma i miała. Na dodatek polscy laureaci tejże nagrody przed habilitacją uciekli.

 

Habilitacja wzbudzała i będzie jeszcze długo wzbudzać wiele emocji. Jednak o ile o  habilitacji można powiedzieć wiele, nie sądzę, by nie pozwalała uczonym dokonywać wielkich odkryć czy też mieć (taki rzeczywisty) znaczny wkład w rozwój dyscypliny czy nauki. Przykład, który narzuca się w dniu przyznania nagrody Nobla fizykom, to przykład prof. Wolszczana. Jemu owa habilitacja nie przeszkodziła w odkryciach, nie przeszkodziła też w karierze prof. Marii Siemionow, która jakiś czas temu znalazła się w polskich mediach. Nie przeszkodziła też setkom czy tysiącom polskich pracowników naukowych w Polsce i za granicą, który robią kariery, czasem wybitne, czasem bardzo wybitne, w swych dyscyplinach. Co więcej, znane mi habilitacje części z nich są po prostu świetne.

 

Odnoszę czasem wrażenie, że już niedługo okaże się, że to habilitacja jest przyczyną głodu na świecie, shutdown’u rządu USA, wojny w Syrii, jak i przeróżnych plag egipskich i nie tylko. Może warto rozglądnąć się dokoła i zobaczyć, czy to na pewno habilitacja odpowiada za to, jaką naukę mamy w Polsce.

Drobnostki?

Dwie drobnostki. Najpierw decyzja CK w postępowaniu Jurija Biriulowa, która nadaje stopień dr. Birilowowi. Jasne, czym jest drobne 'u’ między przyjaciółmi, jednak to nie pierwsza taka pomyłka. Chciałoby się jednak odrobiny szacunku ze strony CK.

 

Druga drobnostka to autoreferat habilitantki, która czterokrotnie powołuje się na Instytut Informacji Naukowej, podając skrót 'ICI’. I się zastanawiam, w jakim języku Instytut Informacji Naukowej daje skrót 'ICI”? Institute of Scientific Information dalibóg skraca się do 'ISI’. I gdy mówię o szacunku, może też powinieniem mówić o tym, że wniosek habilitacyjny to nie to samo co praca zaliczeniowa. Może warto pomyśleć.

 

Do ilu razy sztuka?

Pojawiło się nowe postępowanie w naukach ekonomicznych, w dyscyplinie finanse. I nie byłoby w tym nic dziwnego czy zaskakującego, gdyby nie to postępowanie. To drugie jest wcześniejszym postępowaniem tej samej habilitantki w dyscyplinie ekonomia. Jak można się domyślić, to wczęśniejsze postępowanie  zakończyło się porażką. Wszystkie trzy recenzje były bardzo negatywne, wskazując na przykład odtwórczość dorobku habilitantki. Habilitanta jednak nie poddaje się, skoro nie ekonomia, to może chociaż finanse?W nowym autoreferacie okazuje się, że habilitantka wcale nie zajmuje się tym, o czym mówiła w pierwszym. Czyżby tym razem się mogło udać?

 

Warto też zaznaczyć, że habilitantka jest zatrudniona na stanowisku profesora – habilitacja wydaje się co najmniej przydatna. Zastanawia mnie jednak strategia habilitantki. Tak stawka jest wysoka – fajnie pozostać profesorem, jednak druga porażka, to jeszcze większy wstyd….A powstaje przecież pytanie: czy słaby i odtwórczy dorobek w ekonomii stanie się dorobkiem o znacznym wkładzie w rozwój dyscypliny finanse? No i jeszcze jedno….Jak to postępowanie padnie, czy będzie następne, nie wiem, z zarządzania?

 

Kto za to wszystko płaci?

 

B jakości

Krótko nie na temat habiitacji. Mój ulubiony pedagog skomentował ogłoszone właśnie wyniki parametryzacji. W ostatnim wpisie autor bloga zinterpretował kategorie przyznawane przez ministerstwo. I tak, uczelnie, które dostały A+, nasz pedagog nazywa najbardziej prestiżowymi i elitarnymi. Ci są najlepsi. Bardzo dobrzy są ci z A, dobrzy ci z B. Co więcej, twierdzi profesor, wiele z tych jednostek było blisko A (a może nawet uczelnia profesora wśród nich była!). I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie komentarz na temat jednostek dostatecznych – tych z C. To one powinny zintensyfikować swe badania. I tak patrzę sobie na te wydziały czy uczelnie z oceną B, minusy w ocenach ścielą się gęsto i najwyraźniej nie dostrzegam tego wszystkiego dobrego, co widzi swymi przenikliwymi oczyma jednoosobowa elita polskiej pedagogiki.

 

Do tej pory myślałem o B jako o ogonie (polskiej) nauki, C na ogonie się już nie mieściło. Postaram się, ale chyba mi się nie uda myśleć o tej masie jako przedstawicielach jakości….