Tykanie

Wpis będzie off-topikowy. Do napisania go zainspirował mnie nowy wpis na jednym z blogów, które śledzę. Wpis jest, co prawda, o lekarzach, ale moim zdaniem stosuje się również do naszych rozmów ze studentami. Dynamika relacji między nami a studentami podobna jest dynamiki relacji między lekarzem a pacjentem. A zatem, jak zwracamy się do naszych studentów i jak oczekujemy, że oni będą się zwracać do nas?

 

Tak naprawdę to moje pytanie jest jednak prostsze. Czy przechodzicie Państwo ze swoimi studentami, magistrantami, a może tylko z doktorantami na ty? A może mówiąc do studentów ‚Panie Tomku’, ‚Pani Aniu’, dopuszczacie, że oni się również zwracają tak do was? 

 

Gdy byłem na studiach, byłem na ty z kilkorgiem prowadzących. Zawsze oczywiście to oni to proponowali, ja z kolei, czy chciałem czy nie, musiałem to akceptować. Nie zawsze mi się to zresztą podobało. Przejście na ty wyróżniało (czasem negatywnie), zawsze było to też tykanie na pół gwizdka. Na zajęciach czy w innych sytuacjach oficjalnych jakoś zawsze wracało ‚pan’ czy ‚pani’. Nawiasem mówiąc, nie byłem jednak na ty ani z promotorem pracy magisterskiej, ani doktorskiej.

 

Nie chcę powiedzieć, co robię teraz. Ciekaw jestem tego, co Państwo robicie.

Dywany

Strona Centralnej Komisji nadal nie działa. Gdy postanowiłem to po raz kolejny zaznaczyć na Twitterze, dostałem odpowiedź. A może to koniec działalności CK? Może się już pakują i zaraz będzie zamkną drzwi po raz ostatni? Prędzej piekło zamarznie, odpowiedziałem. Jednak zadałem sobie również pytanie. Co by było, gdyby Centralna Komisja rzeczywiście zakończyła działalność?

 

Czy byłyby pozytywy zamknięcia CK? Bez wątpienia. Wreszcie ten niewydolny sąd kapturowy, niepoczuwający się do żadnej odpowiedzialności zniknąłby z pola widzenia. Wreszcie zamknięto by te komisyjno-recenzyjne konfitury z setkami postępowań, w których uczestniczą członkowie CK.

 

Nie widzę też żadnych działań Komisji, a w szczególnośći Prezydium, które miałyby na celu urzetelnienia recenzji, nie mówiąc o plagiatach w habilitacjach czy terminowości postępowań. Poza spotykaniem się, mam wrażenie, że Prezydium ogólnie nie robi wiele. No, wyjeżdza na wakacje, co rzecz jasna zwalnia członków nawet z myślenia o swej funkcji. A jako że CK nie za bardzo sobie radzi nawet z wyborem sensownych recenzentów, na pytanie, czy warto by zamknąć Ck, jest jedna odpowiedź. Warto!

 

Ale jest też druga strona medalu, o której moim zdaniem nie wolno zapominać. I nie jest to wcale fakt, że strony CK są niewyczerpanym źródłem wpisów i komentarzy na tym blogu. Otóż pomimo tego wszystkiego, co napisałem wyżej, stroy Centralnej Komisji zapewniają przezroczystość postępowań habilitacyjnych. Każdy z nas może sobie wyrobić zdanie na temat każdego recenzenta. I od nas samych zależy to, co my z ta informacją zrobimy. Tyle że to oznacza, że Centralna Komisja mogłaby być jedynie repozytorium postępowań.

 

I właściwie można by zakończyć ten wpis, gdyby nie to, że nie zmieniłem zdania i uważam, że przekazanie habilitacji jedynie uczelniom spowoduje, że wszystko to, co widzimy dzisiaj na stronach CK, zostanie zamiecione pod dywan, tylko będzie tego znacznie więcej.

 

A dywany (będą) rosły, rosły, rosły….

 

Konsultacje

Na stronach MNiSW ogłoszono nowy program wspierania humanistyki. W dokumencie czytamy, że tematyka została ustalona w wyniku konsultacji ze środowiskiem. Mam pytanie do humanistów. Kto z Państwa brał udział w tych konsultacjach? Kto słyszał.o tych konsultacjach i jak wyglądały?

Sosik

Dawno nie zdarzyło mi się napisać dwóch wpisów jednego dnia.

 

Doradca w gabinecie politycznym MNiSW zatweetował w sprawie wspierania ‚polskiej humanistyki’. Tweet opatrzony jest hashtagami: #dziedzictwonarodowe #uniwersalia #fundamenty. Pardon – wszystkie z dużych liter. Jak rozumiem, Pan Doradca jest bardzo dumny z tego ogłoszenia.

 

Ja znacznie mniej. Wolałbym bowiem, żeby MNiSW ogłaszał wsparcie dla nauki, dobrej nauki. A skoro już musi być tylko humanistyka, to może lepiej by ogłosić wsparcie dla dobrej humanistyki? I zamiast oblewać ją ideologicznym sosem dziedzictwa, fundamentów i unwersaliów, po prostu zostawić na poziomie dobrej nauki. Bo wbrew Panu Doradcy nie chce mi się wierzyć, żebyśmy wszyscy w polskiej nauce zgodzili się co do tego, co dokładnie jest dziedzictwem, fundamentami oraz uniwersaliami. I trochę liczę na to, że Pan Doradca zdobędzie się na szacunek dla innych punktów widzenia.

 

Natomiast wszyscy zgodzimy się co do tego, że warto wspierać dobrą naukę.

 

 

Rodzime kryteria

Parę dni temu miałem krótką wymiane na twitterze w sprawie systemu parametryzacji. Mój dyskutant optował za rozwiązaniem brytyjskim, a zatem eksperckiej oceny niewielkiej liczby artykułów. Na mój argument, że dzisiaj w Polsce nie da się takiej parametryzacji przeprowadzić, dostałem argument, że można by zaangażować ekspertów z zagranicy. I na ten temat chciałbym napisać parę słów, zostawiając na boku kwestię samego modelu parametryzacji, która moim zdaniem ma tyle zalet, co i wad, natomiast na gruncie polskim może miec więcej wad niż zalet.

 

Otóż uważam pomysł, by międzynarodowi eksperci brali udział w polskiej parametryzacji, za chybiony. Jeśli parametryzacja ma mieć na celu zestawianie i porównywanie polskich jednostek naukowych, no to eksperci parametryzacyjni musza rozumieć kontekst, w jakim oceniają publikacje. Innymi słowy, parametryzacja jest, moim zdaniem, jedną z nielicznych sytuacji, w której należy mówić o nauce polskiej i należy ją oceniać nie wedle kryteriów międzynarodowych, ale wedle kryteriów rodzimych.

 

Wyobraźmy sobie na przykład, że porównujemy dwie publikacje, obie z punktu widzenia nauki międzynarodowej przestarzałe. Ale jedna jest również przestarzała w Polsce, a druga otwiera (zapóźnioną) naukę polską na nowe pole badawcze, dzięki któremu mamy szanse nawiązać kontakt ze światem. Takie publikacje powinny zostać ocenione inaczej, ale żeby to zrobić, trzeba znać kontekst naukowy, w jakim są one oceniane. Nie można też nie rozumieć kontekstu przemysłowego, medycznego, czy wreszcie prawnego w Polsce i jej nauce. Wątpię, żeby przeciętny polski ekspert je wszystkie rozumiał, z pewnością jednak nie zrozumie ich ekspert, który zjawił się z Hiszpanii czy Belgii i zabiera się do oceniania.

 

Jestem zwolennikiem umiędzynarodawiania nauki polskiej. Artykuł to artykuł i są jedne kryteria jego oceny. Jedna parametryzacja ma inne cele i funkcje. I należy o tym pamiętać.

4N

Dostałem dzisiaj maila w sprawie przygotowań do kolejnej parametryzacji. Mój korespondent pyta, czy komentowano na blogu lobbowanie pewnego profesora nauk ścisłych, który forsuje przyjęcie liczby publikacji 2N. Jego jednostka wypadłaby gorzej przy przyjęciu 3N. Autor listu zwraca uwagę, że dobrym ośrodkom powinno zależeć na liczbie 4N, która oznacza, że ‚prawie każdy’ pracownik ma wkład w parametryzację.

 

Dodałbym, że mogłaby być to definicja dobrego ośrodka – wynik parametryzacji to zasługa (prawie) wszystkich, a nie tylko wybranych kilku.

 

Co do dyskusji, jakiś czas temu rozmawialiśmy na temat liczby publikacji. O ile pamiętam, nie bylo rozmowy na temat dyskusji zakulisowych. Może teraz?

Stosunek

Po chyba dwóch tygodniach (więcej?) przyjmuję zakłady w sprawie otwarcia stron CK w poniedziałek. Ja stawiam na nie.

 

Strona głównej instytucji awansowej, która nie działa tak długo jest nie do przyjęcia. Nie wiem, czy to skandal, ale myślę, że nie daleko do skandalu. Przez dwa tygodnie nie ma podstawowego źródła informacji na temat postępowań awansowych, podziału dyscyplin, uprawnień do nadawania stopni. Nie ma też dostępu do bazy autoreferatów, recenzji, uzasadnień.

 

Można oczywiście przyjąć, że dwa tygodnie w życiu habilitanta to mały pikuś i dwa tygodnie opóźnienia nie stanowią problemu, wobec którego należy włosy rwać w głowy. Nie podzielam tego zdania. Po pierwsze, nie jest rolą żadnego urzędu decydowanie, jak ma wyglądać harmonogram mojej pracy szczególnie w okresie dla wielu przedurlopowym. Po drugie, jako centrum awansowe nauki polskiej, podstawowym obowiązkiem Centralnej Komisji jest świadczenie najwyższej jakości usług wszystkim ich potrzebującym. Zawsze.

 

Wyłączenie się CK z obiegu informacyjnego w czasie, jak zaznaczyłem, przedurolopowym pokazuje stosunek tejże instytucji do jej interesariuszy. Prezydium Centralnej Komisji pokazało ‚nam wszystkim’ dokładnie, co o nas myśli. Znamienna jest też, nawiasem mówiąc, reakcja członka Prezydium (który już zdążył mnie zablokować na tt): ‚Jestem na urlopie’. A może to po prostu sygnał jedynie słusznego okresu, w którym polscy naukowcy, a szczególnie habilitanci, powinni się udawać na urlop.

 

Jestem zniesmaczony tym, co robi Centralna Komisja. Moim zdaniem, i pękam ześmiechu, gdy to piszę, Prezydium powinno się podać natychmiast do dymysji. Niestety, wstyd umarł. Wydaje się, że w CK nie wiedzą nawet, że on kiedyś żył.

 

Na wszelki wypadek dodam, że nie zmienię tego zdania, nawet jeśli jutro objawi się nam piękna, nowoczesna strona CK wyposażona w kilka wodotrysków.

Redaktorzy chętni do pracy

Zostałem poproszony o zasięgnięcie języka w sprawie czasopism polskich ogłaszających konkursy na redaktorów.  O ile rozumiem, prośba ta wynika z tego, że osoba zwracająca się z prośbą widzi takie ogłoszenia w czasopismach międzynarodowych. Pyta więc raczej o praktyki wśród polskich czasopism, a nie możliwości zostania redaktorem. Jako że prośba jest ogólna i niezwiązana z dyscypliną, piszę więc wpis i proszę o informacje (i dyskusje) w komentarzach.

 

To pierwsza prośba przez Twitter – Oh Yeah!!!!

Zerowanie

Zostałem dzisiaj zapytany o zerowanie dorobku po doktoracie. Odpowiedziałem, że nowa procedura wprowadza konieczność wykazania się osiągnięciem po doktoracie, ale nie dorobkiem. A zatem habilitant przedstawia całość dorobku publikacyjnego. Mój rozmówca, habilitant, upierał się, że dorobek się zeruje i takie wskazówki dostał od członków CK.

 

Czy mógłbym prosić o ustosunkowanie się do tego problemu (szczególnie zwracam się o uwagi prawników)? Innymi słowy, czy możemy zamknąć kwestię zerowania się raz na zawsze?

Spam

Z jakiegoś zupełnie niewyobrażalnego powodu filtr antyspamowy na Blox nie przepuszcza wyrażenia „Kancelaria premiera’. Właśnie w tej sprawie dostałem maila. Sprawdziłem i rzeczywiście nie przepuszcza. 

 

Najwyraźniej tak jak o gustach, nie dyskutuje się o kancelarii premiera.