Oby nam nudniej było

Mija kolejny rok, ba, kończy się dekada (bardzo proszę o niewszczynanie debaty na temat tego, że TAK NAPRAWDĘ, to dekada się kończy w przyszłym roku). Jest coraz straszniej. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz rozpoczynał się rok, a ja nie potrafiłem sobie odpowiedzieć na pytanie, jaki może być jego koniec.

Zamiast więc tradycyjnie szczęśliwego, życzę wszystkim czytelnikom oraz dyskutantom jak najprzewidywalniejszczego nowego roku. Spokojnego też.

Jak zwykle zwracam się do wszystkich z prośbą o listy w sprawach akademickich. Gwarantuję anonimowość, a Państwa listy są źródłem najciekawszych postów.

Do siego roku!

Temat zastępczy

Pod poprzednim wpisem rozpoczęła się dyskusja na temat zniesienia habilitacji. Pomyślałem sobie, że warto by ten temat przenieść do nowego wpisu. Zacznę od kilku uwag na temat zniesienia habilitacji, które robiłem przez ileś tam lat. Jestem raczej przeciwny zniesieniu habilitacji, a przynajmniej przeciwny dzisiaj. Taki ruch należałoby przygotować. Oto kilka argumentów.

  1. Myślę, że niekontrowersyjne jest stwierdzenie, że każdy system ma jakąś formę awansu podoktorskiego. Czy nazwiemy to tenure czy habilitacją, nie jest to kluczowe. Różnica jest taka, że w Polsce stopień jest państwowy, a w USA jest uczelniany.  Warto jednak pamiętać, że w rzeczywistości, na większości uniwersytetów awans jest międzynarodowy (przynajmniej jeśli idzie o standardy i recenzentów), a poziom, który się osiąga jest w dużej mierze uznawany. Niewiele osób osiągając stanowisko podoktorskie – habilitację, associate professora czy readera, wraca w następnej pracy na stanowisko niższe. Choć formalnie nie ma stopnia, w praktyce stanowisko jest quasi-stopniem.
  2. Dużo większym problemem jest jakość postępowań. Nie rozumiem, jak zniesienie habilitacji zmieni ją. Moim zdaniem, jeśli stanie się cokolwiek, to raczej obniżenie jakości. Bo nic nie będzie transparentne. Co prawda, czytający ten blog prorektor UW nie wypowiedział się, jednak mam nadzieję, że UW poszło w pięty. To porządna uczelnia dbająca o wizerunek, a ten blog czytany jest nie tylko w Polsce. Zniesienie habilitacji będzie oznaczało, że takie postępowania będzie można ukryć dużo łatwiej.
  3. Nie ma żadnych powodów, żeby dzisiaj habilitacje i profesury nie miały recenzentów i standardów międzynarodowych. Jeśli nie mają, to znaczy, że środowisko tego nie chce. Dlaczego miałoby się to zmienić po zniesieniu habilitacji?
  4. Przypadek umarzania postępowań habilitacyjnych jest, moim zdaniem, argumentem za ich utrzymaniem. Zniesienie habilitacji będzie oznaczało jeszcze więcej przysiadów i przykuców po to, by ci co mają dostać stanowisko, dostali je. Działamy w systemie, który jest wysoko skorumpowany (akademicko). Rzetelność recenzji jest niska, towarzyskość postępowań wysoka. Ja już brałem udział w debatach nad doktoratami, jak i habilitacjami, w których argumentem było: Ale przecież on jest nasz, to jest Zenek, a nie jakiś obcy. Jak zmieni to zniesienie habilitacji?
  5. Wreszcie, ja się zgadzam z poglądem, że zniesienie habilitacji powinno być poprzedzone okresem przygotowawczym. Okresem, w czasie którego uczelnie zaczną stosować swoje własne reguły gry, będzie to poddane audytowi (kto to będzie robił – nie mam pojęcia). I jak już dojdziemy do momentu, że szanujemy samych siebie, można by znieść habilitacje. Zniesienie habilitacji z dnia na dzień pogrąży nas w jeszcze większym chaosie.
  6. Warto też skończyć z mitami, że ‚na zachodzie’  w dzień po obronie doktor staje się promotorem doktoratu.  To nieprawda. Przede wszystkim w systemie anglosaskim rzadko występują pojedynczy promotorzy. zazwyczaj doktorat promuje kilka osób. Wśród tych kilku osób są również świeżo upieczeni doktorzy, ale nie mają oni roli głównego promotora. Skoro w Polsce nadal najczęściej jest  jeden promotor, to nie, nie powinien być to ktoś świeżo po doktoracie To powinien być ktoś znacznie bardziej doświadczony.
  7. Na koniec. Temat zniesienia habilitacji jest tematem zastępczym. Wraca regularnie, żebyśmy się wykrzyczeli na jego temat. Gdyby jutro znieść habilitację, zapanuje chaos. Polska nauka przejdzie przez ten chaos. Czy będzie przez to lepsza? Nie, nie będzie.

Słoma habilitacyjna

Oto postępowanie habilitacyjne z geologii na, uwaga, uczelni zacnej, badawczej, a jakże, bo na samym Uniwersytecie Warszawskim. Aż piszący te słowa czuje presję wielkości.

W postępowaniu tym znajdujemy trzy recenzje, z których jedna jest negatywna, druga jest pozytywna ‚w stopniu minimalnym’, a trzecia jest pozytywna. Przyznam szczerze, że recenzji nie czytałem (nie chciało mi się) – zaglądnąłem jedynie do konkluzji. Pomimo tego, że recenzenci napisali (być może nawet dostali za to honoraria), postępowanie umorzono.

Smaczku dodaje to, że, jak się dowiadujemy z recenzji w postępowaniu poniższym, komisja habilitacyjna zebrała się i negatywnie zaopiniowała dorobek habilitanta. I jak już zaopiniowała, to wtedy rada wydziału umorzyła postępowanie. I ja bym powiedział, że to są kompletne i całkowite jaja.

Uważam, że rzeczone umorzenie jest skandaliczne. Recenzenci się wypowiedzieli, komisja habilitacyjna się wypowiedziała. jaki to więc ważny interes społeczny przemawia za tym, żeby powiedzieć, że to wszystko się nie liczy.

Mówiąc ogólniej, ja nie rozumiem umorzeń z zasady. Tak się składa, że jakieś pół roku temu głosowałem w sprawie umorzenia postępowania. Podnoszono dwie kwestie. Po pierwsze, to, że umarzamy, nie może oznaczać tego, że nie ponosimy kosztów. Po drugie, ważniejsze, nie możemy sobie robić sami z siebie jaj. Habilitacja to zbyt poważna sprawa, żeby sobie składać wniosek, a potem się rozmyślić. I ja się z tym zgadzam. Nie można się wycofywać z postępowania habilitacyjnego dlatego, bo grozi nam nienadanie stopnia. Jedynym sensownym powodem umorzenia mogłoby być to, że habilitant nie chce już pracować naukowo, dostał objawienia, idzie do klasztoru. Albo słonie ratować na Serengeti. Jeśli nie, to procedujemy do końca. Szanujmy się nawzajem, do cholery!

Jak już wskazałem, sprawa tej habilitacji jednak nie skończyła się wtedy. Otóż pół roku temu habilitant wnioskuje o wszczęcie nowego postępowania habilitacyjnego. Choć muszę powiedzieć, że nie jestem pewien, czy postępowanie jest nowe. Habilitant składa ten sam autoreferat (co uczciwie zaznacza). Powołuje się tę samą komisję, a recenzenci piszą te same recenzje. Jedna jest pozytywna, druga jest pozytywna w stopniu minimalnym, trzecia jest negatywna. Podobieństwo  postępowań jest na tyle duże, że recenzent negatywny pisze to wprost – nic się nie zmieniło, więc nie zmieniła się też jego ocena. Aż człek by się chciał dowiedzieć, czy posiedzenia w tych samych salach o tych samych porach się odbywały.

Niestety, nie dowiadujemy się, jaka była decyzja komisji habilitacyjnej, dokument nie jest zawieszony na stronach habilitacyjnych Wydziału Geologii UW (trzeba jednak przyznać, że to nie tylko w przypadku tego habilitanta nie ma tego dokumentu). Habilitacja jednak przeszła.

A ja mam kilka pytań. Co takiego się zmieniło w ocenie dorobku, że tym razem ta habilitacja przeszła? Czy każdy habilitant na UW może „sobie  umorzyć” postępowanie habilitacyjne, bo mu się decyzja komisji habilitacyjnej nie podoba? I wreszcie: czy u państwa, na Uniwersytecie Warszawskim, tak ogólnie takie jaja się robi? Bo ta nieustanna wyższość, z jaką mówią przedstawiciele UW, pół biedy, że irytuje, ale naprawdę nie licuje z  takim postępowaniem.

Podobno ten blog czyta prorektor UW. Może zechciałby odpowiedzieć na moje pytania. Bo wy, do ciężkiej cholery, macie świecić przykładem. A jeśli takie jaja są na UW, to czego tu oczekiwać w jakiejś Pipidówie? UW jest (podobno) polską czołówką, chce się gonić międzynarodowo. A okazuje się, że wam habilitacyjna słoma wychodzi z postępowań.