Napoleonek

„To nie recenzent ma tłumaczyć się z negatywnej recenzji czyjegoś doktoratu, habilitacji czy wniosku na tytuł naukowy”, pisze w niedawnym wpisie prof. Śliwerski. Po chwili dodaje:

Paradoksem jest to, że ktoś, kto nie zna rzeczywistych osiągnięć naukowych recenzentów swoich rozpraw, ośmiela się kwestionować ich kompetencje naukowe, a nawet brak renomy naukowej, w tym międzynarodowej czy nieizomorficzność specjalizacji do tej, jaką reprezentuje w swoich rozprawach habilitant. Drodzy habilitanci, to wasze osiągnięcia lub ich brak są oceniane, a nie na odwrót. Przydałoby się trochę więcej pokory wobec własnej ignorancji.

Od jakiegoś czasu staram się nie czytać blogu Śliwerskiego. Zbyt mnie irytuje. Od czasu, kiedy  po raz kolejny przeciągnął przez zęby nieudaną habilitację dr Gruby (tu jest ten żałosny wpis), oczywiście odmienianej przymiotnikowo, a nie rzeczownikowo (ale to śmieszne!!!). Po tym wpisie przestałem mieć ochotę na czytanie samouwielbionych wynurzeń naszego Katona polskiej pedagogiki. Ktoś zacytował go dzisiaj czy wczoraj i niestety zaglądnąłem. No i znalazłem kolejne mądrości.

Otóż najwybitniejszy z wybitnych pedagogów najwyraźniej uważa, że recenzenci w postępowaniach awansowych są nieomylni. Nie wolno kwestionować ich recenzji, przecież oni nie mogą nie mieć racji. Recenzent nie musi się tłumaczyć z negatywnej recenzji…

Prof. Śliwerski nierzadko pisze bzdury, jednak czasami sam przechodzi siebie i pisze takie bzdury, że zęby bolą. Otóż wpis, który przytaczam, należy właśnie do takich oto wpisów.

Wbrew temu, co pisze pedagogiczny koryfeusz, recenzent nie tylko powinien się tłumaczyć z negatywnych recenzji, powinien się tłumaczyć z każdej recenzji, którą napisze. Bowiem każdy z nas, kto pisze recenzje, powinien podejmować pełną odpowiedzialność za to, co pisze. A w szczególności za to, że nasze recenzje są rzetelne, uczciwe, nieunikające z konfliktu interesów (w którąkolwiek stronę on by przebiegał), opierające się nie na naszych subiektywnych preferencjach i odczuciach (choć bez wątpienia nie da się tego uniknąć), ale naszej wiedzy i znajomości tematyki recenzowanej pracy. Recenzję ma pisać ekspert głosem eksperta, a nie akademicki woźny latający po szkole z rózgą.

Czynienie z recenzenta nieomylnego papieża pedagogiki i zapewne też innych dyscyplin jest nie tylko głupie, jest też niebezpieczne. Recenzenci i ich recenzje mogą i powinny być poddawani ocenie (co często robi prof. Wroński zresztą). Być może powinna to być jedynie ocena moralno-zawodowa, jednak bez wątpienia należy jej dokonywać. To takiej ocenie właśnie poświęcona jest większość wpisów na tym blogu!

Martwi mnie, ba, przeraża, profesor, który uważa, że jest poza wszelką oceną. Że jego to oceni Bóg i historia, jak, nie przymierzając, jakiegoś Napoleona. Ja powiedziałbym – znaj proporcję, mocium panie. Piedestały się Panu Profesorowi pochrzaniły.

 

Recenzja funeralno-likwidacyjna

Na Twitterze prof. Bilewicz pokazał niewielki fragment recenzji habilitacyjnej. Recenzji na razie nie ujawnił, o ile dobrze go zrozumiałem, nie została jeszcze upubliczniona. Oto ten wspomniany fragmencik:

„…polska psychologia nie ma i nie może mieć znaczącego wkładu w rozwój nauki. Szczególnie, że jedyny polski psycholog (…), który potrafił myśleć samodzielnie, już nie żyje”.

Jak już powiedziano w odpowiedzi na wpis Bilewicza, to głupia wypowiedź recenzenta i mam nadzieję, że niedługo dowiemy się, kto to napisał. Co ważne, nie dlatego jest to głupie, bo polska psychologia (a przynajmniej jej część) ma się całkiem dobrze i są w niej badacze znani i szanowani na świecie.

Wypowiedź recenzenta jest głupia dlatego, że jest nie na miejscu w recenzji habilitacyjnej. Recenzent nie ma oceniać „polskiej psychologii”, ale ma ocenić dzieło i dorobek jednego habilitanta i na tenże temat ma się wypowiedzieć. Tylko tyle i aż tyle.  Bez wątpienia, dorobek habilitanta oceniany jest w kontekście dyscypliny (dlatego na przykład w polskiej humanistyce habilitacje różnią się znacznie między dyscyplinami), jednak wynurzenia dyscyplinarne recenzenta są niepotrzebne.

Nawiasem mówiąc, zastanawiam się, czy recenzent zdaje sobie sprawę z tego, że jego wypowiedź mogłaby oznaczać likwidację habilitacji w psychologii. I tu doszlibyśmy do sytuacji, w której habilitacja obowiązuje w całej polskiej nauce z wyjątkiem psychologii. I to byłoby tak zabawne, że może warto recenzentowi podziękować za jego dramatyczny wgląd w psychologię.