My chcemy stroszyć!

Na Twitterze blokujący mnie prof. Żerko zamieścił następujący tweet:

Muszę powiedzieć, że Pan Profesor nadal zadziwia mnie tym, że nie potrafi przysolić owym zarządzającym nauką bez argumentu ad hominem. Mnie się wydaje, gdy ktoś publicznie mówi o ludziach, z którymi się nie zgadza, że są debilami, wystawia o sobie znacznie  gorsze świadectwo.

Pod tweetem zaczęto dyskutować, szybko jednak prof. Żerko uznał za stosowne określić nie zgadzających się z nim  „mądralińskimi”:

Najwyraźniej, jak to wskazano na TT, Pan Profesor nie potrafi argumentować bez odnoszenia się do człowieka.  Ale może warto docenić, że przynajmniej już nie o debilach juz napisał, ale tylko o mądralińskich. Na pewno zostało to docenione.

Jednak ja chciałbym zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze, zaiste zaskakuje mnie to, że jest jakiś „zarządzający nauką”, któremu się chciało zajmować PRZYPISAMI, jakich używają polscy humaniści. To naprawdę nie ma już większych problemów w polskiej humanistyce? Czy naprawdę co rusz trzeba pokazywać, w jakim zaścianku tkwi polska humanistyka i jak drastycznie małostkowi są ci, którzy nie zarządzają?

Ale tu jest druga strona medalu. Mnie zaskakuje, że taki prof. Żerko uznał za stosowne w ogóle odnieść się do tego. Tak, może i w historii używa się przypisów na dole strony lub końcu rozdziału, ale przecież to naprawdę nie są kwestie, o które warto walczyć, nie?

Dla mnie to trochę tak, jakby ministerstwo stwierdziło, że wszystkie wnioski grantowe należy pisać czcionką Arial 10, a taki prof. Żerko żale by wielkie wylewał, że jakieś debile nie pozwalają mu pisać Times New Roman, a przecież to jedyna czcionka, którą można pisać książki prof. Żerki i czas umierać.

Idiotyzm takich dyskusji i problemu odbiera dech w piersiach.

Jest jednak jeszcze trzecia sprawa. Otóż szczerze zaskoczyła mnie dyskusja na temat funkcji eurdycyjnej przypisów. Okazuje się, że historycy polscy nie po to piszą przypisy, żeby coś powiedzieć czytelnikowi, ale po to, żeby czytelnik podziwiał, jacy to oni są mądrzy. I wali historyk przypis za przypisem, tylko po to, żebyśmy mogli się dowiedzieć, że historyk jest ostatnią osobą, która wie wszystko.

A teraz Żerczyne debile uniemożliwiły pokazanie  jeszcze dobitniejsze nie tylko tego, że autor przypisów  jest mądry, ale tego, że jest najmądrzejszy na całym świecie, a może i poza. Czytałem to i nie dowierzałem. Na TT wskazano, że ci ludzie żyją w jednym z równoległych wszechświatów i muszę powiedzieć, że jestem bardzo bliski, by również stwierdzić, że znaleźliśmy pierwszy empiryczny dowód na istnienie Wieloświata….

PS. Tak przy okazji powiem, że wydaje mi się, że słowo ‚dupa’ na moim blogu,  która wywołała kilka protestów mailowych, to małe piwo w porównaniu z ‚debilami’ Żerki. Ale nikt jakoś mu uwagi nie zwraca.

Bez sensu

Dzisiaj chcę napisać o czymś, o czym ostatnio korespondowałem z dwiema osobami. Otóż, chcę napisać o tym, że od czasu do czasu (a może nawet częściej) nie udaje się nam. Dwie osoby napisały do mnie to tym, że mają doła, że nic im nie wychodzi, a „syndrom oszusta” doskwiera im jeszcze bardziej. Jedna z tych osób prosiła mnie, bym napisał o tym, ze ma doła, że sobie nie radzi i nie ma się tym z kim podzielić, bo przecież wszyscy wokół co rusz mają nowe publikacje, granty, wystąpienia plenarne, a co drugi z nas był rozważany do Nobla, Fieldsa i Spocka.

Kiedyś juz pisałem o tym (tu linka do wpisu). Napisałem, że nikt nie ostrzegał mnie, jak trudny wybieram zawód. Jestem przecież nieustannie poddawany ocenie. Co więcej, często ta ocena jest pozbawiona sensownych podstaw kompetencyjnych. Oceniają mnie studenci, których ocena tak naprawdę zależy od oceny z kursu. Oceniają mnie niekompetentni recenzenci z łapanki, bo nikomu innemu się nie chce. Ocenia mnie szef, który od lat niczego sensownego nie zrobił, a gdyby mój dorobek spadł na jego, to nawet samo suche by nie zostało.

We wpisie cytuję też prof. Galasińskiego, który zainspirował mnie do napisania o porażkach. Czytam jego słowa jako przestrogę przed romantyzacją porażki. Porażki wcale nie są fajne, wcale nie uszlachetniają.

Jednak to, o czym nikt nie pisze, to to, że coraz bardziej pracujemy w środowisku, które udaje sukces, a w którym o porażce nie da się mówić. Te dwie osoby, które napisały do mnie o dole, o tym, że się nie udaje, to dwie osoby ze znaczącym dorobkiem międzynarodowym. To osoby, które często wskazywane są jako przykłady sukcesu. I pomyślałem sobie, że może oni w ten sposób płacą za sukces. Postawili sobie poprzeczkę za wysoko. I z czasem po prostu trudno ją przeskoczyć. A przecież im wyżej poprzeczka, tym więcej musi być niepowodzeń. I ten wpis jest po to, żeby im o tym powiedzieć.

A ogólnie to bez sensu jest.