A punkty rosły, rosły, rosły…..

Oto cytat, który znalazłem dzisiaj na Twiterze:

Within the universities, humanities have borne the brunt of the vicissitudes of new funding models, as resources are increasingly channelled towards areas which, it is suggested, will yield a return, at least in the short-term, to the university in terms of increased funding. Much of this is facilitated by an abuse of metrics; an ideological fad that views the use of metrics of academic work, not as a contribution or an instrument of knowledge but as a conforming bending of the knee to an insufficiently contested neo-utilitarian mediocrity.

Pochodzi z  przemówienia Prezydenta Irlandii. Głowna część przemowy jest o czym innym, ale pomyślałem, że wpis 1 maja powinien dotyczyć kogoś, kto broni akademickiego prekariatu, przeciwstawia się idiotyzmowi oceny jedynie przez punktację, a przede wszystkim uważa, że nie tylko inżynierią, fizyką i chemią przemysłową człowiek żyje. Od czasu do czasu jeszcze by sobie pofilozofował, nawet jeśli nie przynosi to bezpośredniego zysku.

 

Parę dni temu dostałem list w sprawie często podnoszonej tutaj oceny pracowników. Pisze do mnie profesor, którego międzynarodowy dorobek przeliczany jest na punkty, które są niższe od oczekiwań władzy dziekańskiej. Profesor tłumaczy, że on publikuje tam, gdzie publikują najlepsi i problem leży w punktacji, a nie jego publikacjach. Niestety, profesor odbił się od ściany, władza dziekańska była niezainteresowana konktestem. Punkty mają być i basta!