Aktywność habilitanta

Artykuł 16 Ustawy o stopniach naukowych i tytule naukowym rozpoczyna następujący passus:

Do postępowania habilitacyjnego może zostać dopuszczona osoba, która posiada stopień doktora oraz osiągnięcia naukowe lub artystyczne, uzyskane po otrzymaniu stopnia doktora, stanowiące znaczny wkład autora w rozwój określonej dyscypliny naukowej lub artystycznej oraz wykazuje się istotną aktywnością naukową lub artystyczną.

Co z niego wynika dla mnie? Otóż, po kolei,  wynika to, że

1. muszę mieć doktorat, który mam. 

2. muszę mieć osiągnięcie, które pkt drugi art 16 określa jako rozprawę lub jednotematyczny cykl publikacji. Tak na marginesie, niezwykłe jest dla mnie to, że nagroda Nobla w świetle tej ustawy nie jest osiągnięciem. Wbrew ustawie ja jednak bym się kłócił, że Nobel czy Fields to są jednak osiągnięcia, tylko język ustawy szwankuje. Osiągnięcie w rozumieniu ustawy mam, być może, mam zatem więcej niż jakiś noblista. I będę się tego trzymał! 

3. osiągnięcie owo musi być znacznym wkładem w ‚rozwój dyscypliny’. Muszę powiedzieć, że mam trudności z ustaleniem, dlaczego wkład musi być w rozwój, a nie może być w dyscyplinę, ale pal sześć. Oczywiście kluczowym elementem jest tu słowo ‚znaczny’, jest ono bowiem niejasne i podatne na subiektywny osąd recenzentów. Akceptuję jednak, że inaczej być nie może. To, czy moje osiągnięcie stanowi znaczny wkład, ocenią recenzenci. Ja sam, po rozmowach, uważam, że tak jest, dodałbym, że w rozumieniu ustawy. Można by dość łatwo bowiem wykazać, że znaczny wkład w rozwój dyscypliny mają nieliczne jednostki – kamienie milowe, a nie małe żuczki naukowe jak ja, czy też znakomita większość ludzi, których znam. Rozumiem jednak, że dobrze ustawowo ustalić, że każdy habilitowany jest wielki.

Na marginiesie dodam, że jestem  przeciwny ustalaniom pułapów punktowych, jak to się dzieje czym Polska długa i szeroka, a krótka dyskusja na ten temat pojawiła sie niedawno na forum, w tym o to wątku . Każde bowiem mechaniczne ustalenie pułapu będzie całkowicie arbitralne i wynikać będzie z widzimisię ustalającego. Wskazuje jednak również, dla mnie to kluczowe, na kompletny brak zaufania do recenzentów. Jeśli im z kolei nie ufamy, to po co w ogóle oczekujemy recenzji?

4. i wreszcie musze się wykazac istotną aktywnością naukową. Otóż, jak sądzę, owa aktywność naukowa zastępuje coś, co się nazywało dorobkiem habilitacyjnym. Wolałbym się jednak wykazywać dorobkiem, a nie aktywnością. O ile akceptuję to, że nie da się ustalić, czym jest znaczny wkład i należy to zostawić recenzentowi, ustalenie, czym jest istotna aktywność naukowa, jest niemożliwe.

Wszak słowo ‚istotny’ zakłada relację. Istotne jest coś dla kogoś, nie może być coś istotne w ogóle. Moja aktywność naukowa może być istotna dla mojej uczelni, ale to nie znaczy, że jest istotna dla innej uczelni. Może być istotna dla mnie i moich współpracowników, dla ludzi zaintersowanych, ale nie dla recenzenta. Na dodatek to, że jest istotna dla recenzenta, jest, jak dla mnie, nierelewantne. Nie sądzę bowiem, by o to właśnie szło ustawodawcy, by recenzent wypowiadał się na temat swych prywatnych preferencji. Niestety nie mam pojęcia, czym jest owa istotna aktywność naukowa i wolałbym, żeby mnie nie oceniano z niej. Niestety: Roma locuta, causa finita.