Aspiracje naukowe

Każdy plagiat jest kompromitacją, jednak gdy plagiat dotyczy pracy osoby młodszej wiekiem i stażem kompromitacja jest, mam wrażenie, pełniejsza. Dostałem list w sprawie takiego właśnie plagiatu, którego ślady można znaleźć na tej stronie.

 

Sprawa niby już załatwiona, jednak pewien niesmak zostaje. Autor listu pisze, że redaktor pisma ociągał się z usunięciem artykułu ze strony (wszak pierwszy raz mu się to zdarzyło i nie wiedział, co, biedny, robić!). I przez półtora miesiąca od powiadomienia redakcji artykuł można było jeszcze ze stron czasopisma ściągać. Co ciekawe, w repozytorium Uniwersytetu w Białymstoku artykul nadal widnieje, a linki pod nim nie działają. Najwyraźniej UoB za bardzo nie ma ochoty dzielić się przeprosinami i retrakcją. Na ślady postepowania dyscyplinarnego wobec autora nie natrafiłem.

 

Oto komentarze. Przepisany artykuł ukazał się w 2013 roku, plagiator musiał się za niego zabrać niedługo po publikacji. I mi się to w głowie nie mieści. Czy pedagodzy nie czytają nawet siebie nawzajem? No przecież plagiat świeżynki nie ma żadnego sensu! Gdybym chciał ukraść artykuł, to wziąłbym coś napisane po niemiecku w Namibii i to parę lat temu! Na proces recenzyjny w czasopiśmie „Pogranicze” spuśćmy zasłonę milczenia – zaiste ekspercka to ocena! I wreszcie, moim zdaniem to bardzo ironiczne, że autor nieuczciwego artykułu naukowo zajmuje się m.in. aspiracjami młodzieży. Oby ta młodzież miała inne aspiracje.