Autoreferaty – cd.

Lektura autoreferatów innych habilitantów nadal jest źródłem zadziwień. Właśnie jestem po lekturze autoreferatu habilitantki w naukach humanistycznych. Wydawałoby mi się, że szczególnie u polonistki przeczytam dobrze  napisany autoreferat, opowiadający mi przynajmniej o tym, co habilitantka zrobiła, a może nawet co z tego wynika, dlaczego to ciekawe. Jednak habilitantka przyjęła wersję, by tak rzec,  minimalistyczną. Po poinformowaniu o ilości tekstów, które napisała, habilitantka…..wymieniła je wszystkie, dzieląc na grupy tematyczne. I nic więcej. I przeżywam tzw. opad szczęki. Już samo słowo ‚autoreferat’ zakłada jednak narrację, autorskie sprawozdanie. Lista publikacji sprawozdaniem nie jest, jest bowiem listą publikacji.

 

Od czasu, gdy zacząłem czytać autoreferaty, zacząłem się zastanawiać, na czym polega trudność napisania kilku stron o tym, co się zrobiło. I mam nieodparte wrażenie, że albo coś ze mną jest nie tak i jestem wręcz chorobliwie optymistyczny na temat moich zdolności napisania autoreferatu (psychiatria mówi chyba o urojeniach wielkościowych), albo …. no właśnie….albo źle się dzieje w państwie habilitacyjnym.

 

Dla własnej higieny psychicznej zostanę przy tym, że ja jestem jednak w stanie napisać przynajmniej średnio dobry autoreferat. I że napisanie go nie wymaga nawet doktoratu.