Bez wodki nie razbieriosz

Oto pierwszy wpis w roku 2020. Chciałbym przypomnieć, że założyłem tego bloga w 2012 r. W najśmielszych marzeniach nie sądziłem….Ostatnio na blogu odnotowuję ok. 10 tysięcy odsłon tygodniowo. Ostatni rok to 380 tysięcy odsłon przy 15 tysiącach użytkowników. Miesięcznie pojawia się ok. 2-2.5 tysiąca  komentarzy (ale są znaczne różnice między miesiącami).

Blog jest czytany głównie w Polsce, a pierwsza 10 krajów to USA, Niemcy, Wielka Brytania, Hiszpania, Włochy, Kanada, Szwecja i Francja (na 10 miejscu jest kraj nieokreślony). Warto dodać, że w zeszłym roku na bloga weszli użytkownicy z 82 krajów, w tym z Togo, Uzbekistanu czy z Wybrzeża Kości Słoniowej.

A teraz wpis.

Nadrabiam zaległości w czytaniu blogu prof. Śliwerskiego. Piętnuje on ostatnio pseudonaukę i wszelkie inne nieetyczne patologie naukowe. Zastanowił mnie jednak jeden z wcześniejszych wpisów, w którym pedagog recenzuje artykuł, uwaga, zwykłego magistra. Wszak autor nie może być po prostu autorem, autor dla naszego pedagoga musi zostać zidentyfikowany stopniem/tytułem. Tak, żebyśmy mogli od razu wiedzieć, z kim mamy do czynienia.

Śliwerski pisze tak:

W najnowszym numerze kwartalnika Polskiej Akademii Nauk – NAUKA (4/2019) został opublikowany interesujący tekst socjologa – mgr. Łukasza Remisiewicza z Uniwersytetu Gdańskiego, który – choć nie rozumie w pełni procedur w postępowaniach habilitacyjnych, gdyż sam nie przeszedł jeszcze przez pierwszy próg – to jednak, pomimo słabych miejscami analiz i interpretacji przeprowadził niezwykle ważne badanie dokumentacji 196 postępowań habilitacyjnych z socjologii.

Nie napiszę, że nie wierzę własnym oczom, bo na blogu superpedagoga nie takie rzeczy już czytałem, jednak zaskoczyła mnie teza, że ktoś, kto nie ma habilitacji, nie może zrozumieć jej procedur. Usiłuję sobie wyobrazić konsekwencje tej tezy.

Myślę o tych wszystkich  habilitantach, którzy jak dzieci we mgle naiwnie myślą, że pojęli, o co idzie, a przecież, durne pały, nie mogli, bo tejże habilitacji jeszcze nie mają. Tylko doktor habilitowany może w pełni rozkminić habilitację, a i tak nie wiadomo, czy bez wódki to by się udało.

Jednak mój post nie ma być jedynie okazją do nabijania się ze prof. Śliwerskiego. Otóż przyznam szczerze, że mnie wkurza bardzo, jak to człowiek, który trzęsie polską pedagogiką argumentuje ad hominem. Czy naprawdę w rozumieniu argumentacji autora Remisiewicza potrzebna jest ta wrzuta, że on nie rozumie, bo on zwykły magister?

Prof. Śliwerski co rusz pisze o etyce, widząc wszędzie zabrudzone oczy, a może by tak się zastanowił nad belkami w swoich. Na przykład nad wpisami takimi jak ten z dość marną polemiką z dr Grubą. Bo przecież nie da się polemizować bez szafowania kompromitacją, a jeszcze, hahahaha, zamiast odmieniać nazwisko ‚Gruba’ jak nazwisko, lepiej jeszcze przywalić jej odmianą jak przymiotnika. Nie znam się, ale wydaje mi się, że przywalimy dr Grubie, a nie dr Grubej, nie? Ale to drugie jest przecież fajniejsze. Jakiż zabawny ten post…..I jakoś kodeks etyczny niedawno cytowany na blogu nie przeszkadza recenzować członkowi CK a teraz RDN postępowań habilitacyjnych….bo przecież o dobro nauki tylko chodzi!

Kończę wpis,  dedykując znaną balladę Jana Kaczmarka doktorantom i habilitantom, którzy myślą, że rozumieją….Oj naiwni, naiwni…. Może to właśnie o nich śpiewał mistrz Kacz Marek.