Bez wypaczeń. Na razie.

Zastanawiam się często nad sensownością habilitacji. Co nam daje procedura na podoktorski stopień naukowy? Z pewnym zdziwieniem chyba uświadamiam sobie, że nie mam jednoznacznej odpowiedzi. Z jednej strony okresowa  ocena dorobku jest wszędzie częścią kariery naukowej, musi być ona też w Polsce. Procedury awansowe w UK czy USA są funkcjonalnie podobne do polskich. Z drugiej strony polska habilitacja daje prawa nieodbieralne, nie można odebrać uczciwie uzyskanej habilitacji, nawet jeśli dr habilitowany z dniem jej uzyskania nie kiwnie palcem w bucie. Habilitacja staje się szlachectwem, które raz uzyskane przesuwa delikwenta z akademickich gmin, do akademickich rycerzy (w oczekiwaniu na profesorską izbę lordów).

 

Warto jednak zauważyć, że doktorat też jest nieodbieralny nawet w wypadku największych leni i skurczybyków. Dr  Goebbels (doktorat ze starego Heidelberga) do końca swych dni pozostał doktorem, podobnie jak i dr Mengele (doktorat w zacnym Monachium). Nie próbujemy jednak likwidować doktoratu. Owa nieusuwalność habilitacji jest niewielkim problemem.

 

Problem to to, co habilitacja daje, zarówno świeżo habilitowanemu, jak i uczelni, której habilitacje są potrzebne do minimów kadrowych. Znieść przywileje, wprowadzić minimum związane z parametryzacją (jak wielokrotnie dyskutowano na DNU) i habilitacja staje się zwykłą oceną, po chwili nikomu niepotrzebną. Habilitacja to przecież część powszechnego w świecie nauki trzystopniowego modelu kariery (Asst Prof, Assoc. Prof, full Prof – nasz adiunkt, ‚docent’, profesor). 

 

Ale czy na pewno? Ja nadal uważam, że nawet dzisiejsza habilitacja jest lepsza niż dzisiejsze procedury uczelniane. Habilitacja to bariera, dziurawa jak sito, ale jednak bariera. I dlatego nadal uważam, że należy ją usprawnić, nawet jeśli to usprawniane systemu kartkowego,  Na dzisiaj zatem, mom hasłem jest: habilitacja tak, wypaczenia nie! Na przyszłość marzą mi się jednak uczelnie, które sobie poradzą z rzetelnym przeprowadzeniem postępowania oraz system nauki bez szlachectwa, oparty raczej na meryktokratycznym dorobku I wtedy habilitacja zniknie. I dobrze.