Blisko, coraz bliżej

Rozwala mnie ten finisz – im bliżej końca, tym bardziej chciałbym, żeby to się skończyło. Moje scenariusze ‚rozmowy’ osiągają coraz radykalniejsze ekstrema. Z jednej strony jestem przygotowany, z drugiej wiem, że każdy z recenzentów może mnie załatwić jednym pytaniem.

 

Zastanawiałem się, jak chciałbym, żeby ta rozmowa wyglądała. Mówiąc najogólniej, chciałbym, żeby to była rozmowa na temat moich badań, oczywiście zahaczająca o kwestie ogólniejsze, np. metodologiczne. Mam nadzieję, że przynajmniej w dużej mierze taka będzie. I nie chodzi mi o to, żeby było łatwo i przyjemnie, chciałbym, żeby było w miarę uczciwie.A zatem komisja ma pełne prawo zadawać jak najkrytyczniejsze pytania związane z moimi badaniami, przetestować mnie do granic testowania w związku z wszelkimi aspektami moich badań – od teorię, przez metodologię, do wyników, ich znaczenia. Jak wyjdę spocony, zmietolony i przeżuty w ten sposób, pomyślę, że odwalili kawał solidnej roboty. I jeśli polegnę w takim boju, to uznam, że za cienki jestem. Gloria victis.

 

To, czego bym nie chciał i co uważałbym za nieuczciwe, to pytania kompletnie niezwiązane z działką, w której siedzę. Chciałbym móc powiedzieć komisji, ze przyjmuję, że jeśli myślą, że na jakieś pytanie nie odpowiem, to znaczy, że nie odpowiem. I nie warto go zadawać, szkoda czasu. Ta rozmowa nie powinna być egzaminem przeglądowym ze studiów.

 

Bardzo staram się myśleć, że będzie to uczciwa konfrontacja. Że nawet negatywny recenzent nie przyjedzie po to, żeby mnie uwalić, ale zachowa otwartość, która pozwoli mu ocenić to, co mówię bez uprzedzeń. Ale staram się również myśleć o tym, że jeśli polegnę, to nie będzie to koniec świata.

 

Głównie jednak chciałbym mieć to już za sobą.