Bruzda białostocka

Na DNU i nie tylko trwa dyskusja wywołana artykułem profesora filozofii Uniwersytetu w Białymstoku. Otóż ów profesor filozofii (powtarzam to, bo nadal mi sie to w głowie nie mieści) opowiada się za ‚ograniczoną dyskryminacją’ osób ‚niezrównoważonych psychicznie’, których z kolei nazywa po chwili niepoczytalnymi. Negatywnych odpowiedzi na ten artykuł jest wiele, choćby reakcje Polityki czy na cytowanym na DNU blogu prof. Zawisławskiej. Odezwał się już redaktor naczelny Rzepy, który odciął się od poglądów prof. Nowaka. Mnie się ten artykuł również nie podoba, uważam, że kompromituje autora, który jako filozof powinien rozumieć idiotyzm wyrażeń takich jak ‚ograniczona dyskryminacja’, choć może powienienm się cieszyć, że Nowak nie proponuje ograniczonego batożenia tudzież ograniczonej eutanazji. Łaskawie ogranicza się prof. Nowak, który przecież musiał zrezygnować na wykładach z ironii. Jak żyć, Panie Profesorze?!

 

Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze co innego. Uważam, że prof. Nowak ma prawo do swoich poglądów oraz ich wyrażania (ja z kolei mam prawo do nieakceptowania ich), uważam jednak, że nie ma prawa do mieszania wszystkiego z wszystkim. Oto kilka przykładów. O ludziach nie mówi się już  ‚niezrównoważeni psychicznie’, nie można też mówić o ludziach ‚niepoczytalnych’, bo to termin prawny, jak się przed chwilą dowiedziałem od eksperta, nieodnoszący się do cechy ludzi w ogóle. Profesor filozofii nie ma prawa do tego, żeby pisać o zaburzeniach ‚wypisanych na twarzy’, bo to są bzdury niewiele różniące się od banialuków o bruździe in vitro. Nie ma do tego prawa, bo od profesora wymaga się choć podstawowego szacunku dla faktów.

 

W tym miejscu chciałem napisać o słynnych ludziach, o których wiadomo, że cierpieli na choroby psychiczne, takich jak Churchill czy Picasso. Na internecie jest też mnóstwo list sławnych artystów, filozofów (co jest dość ironiczne) i innych badaczy, u których zdiagnozowano lub podejrzewano autyzm. Ale przypomniał mi się, film ‚Piękny umysł’ o Johnie Nashu, laureacie nagrody Nobla. W filmie jest scena, kiedy to Russell Crowe, grający Nasha, zaczyna wypisywać przeróżne równania na oknach biblioteki. Na szczęście w bibliotece nie było prof. Nowaka, który by Nasha wyrzucił na zbity pysk, bo, schizofrenik jeden, nie potrafił się dostosować do Nowakowych zasad, nie mówiąc o ironii.

 

W innej scenie profesorowie oddają Nashowi swoje pióra – to, jak się dowiadujemy, wyraz najwyższego szacunku dla kolegi-profesora. Jak podejrzewam po przeczytaniu artykułu, prof. Nowak nie oddałby swojego pióra. Ale kto teraz chciałby jego pióro?