Cambridge, mamy problem

Oto linka do konferencji o Polish science, bo przecież jak się mówi po angielsku, to jakoś ważniejsze się sprawy stają. A jak się już mówi o tym Cambridge, ty tylko słuchać i uczyć się. Nie do końca wiem, po jaką cholerę organizować w Wielkiej Brytanii – jak podejrzewam z grubą kasę – konferencję o nauce polskiej, no ale, jak mus, to mus. A i uniwersytet w Cambridge też warto oglądnąć.

 

Zaskoczyło mnie jeszcze bardziej to, że na stronach ministerstwa odnotowano tylko wypowiedzi polskich uczonych i jeszcze bardziej nie rozumiem, czemu oni się nie spotkali w Warszawie czy Krakowie. (I okazuje się, że mój żart z pierwszego akapitu wcale żartem nie jest, bo oni naprawdę pojechali pogadać do Cambridge.)

 

Oto cytat z jednej z wypowiedzi:

Habilitacja nas spowalnia. Naukowcy zamiast skupiać się na prowadzeniu badań, skupiają się na robieniu habilitacji. Z mojego punktu widzenia – z punktu widzenia osoby, której zależy na umiędzynarodowieniu – przydałoby się tu śmielsze rozwiązanie” 

 

I rzeczywiście od czasu do czasu słyszy się ten argument o robieniu habilitacji, co przeszkadza w ‚robieniu badań’, a to z kolei spowalnia. I może ja jestem jakiś spowolniony, bo ja nie wiem, o co chodzi.

 

Po pierwsze, nie widziałem jeszcze habilitacji, która nie była oparta na badaniach. I ja nie mówię tu o jakiejś fizyce czy biologii, ja mówię nawet o historii z jakościowego szczebla wojewódzkiego. Jedni piszą artykuły, inni książki, ale wszyscy piszą o badaniach. Gorszych, lepszych, ale do ciężkiej cholery o badaniach. U mnie też tak było. Otóż ja również zrobiłem badania, opublikowałem ich wyniki, a potem na tej podstawie się habilitowałem. Niech mi autorka tej wypowiedzi, dr Plater-Zyberk wytłumaczy, gdzie jest to spowolnienie. I gdzie to można zrobić habilitację bez badań?

 

Rozumiem argument, że trzeba dokumentację złożyć, ale bez żartów, mówimy tu o kilku tygodniach, mnie te tygodnie aż tak nie spowoloniły.

 

Po drugie, ja nawet nie rozumiem, o co chodzi z tym ‚robieniem habilitacji’. Bowiem ja to zakładam, że jakaś część ludzi rzeczywiście ‚robi habilitację’, bo musi, ale jakby nie musiała, to nie robiłaby nic. Czy warto, żeby oni to robili, to sprawa oddzielna. Patrzę sobie wokoło i raczej widzę ludzi, którzy sobie robią naukę, a z tej nauki wychodzi im habilitacja. Robienie habilitacji dla tych ludzi, jak i dla mnie, to konieczność przejścia najpierw przez tych kilka tygodni papierkowej roboty, potem czekania na recenzje bez żadnej wiary w to, że będą rzetelne. No ale to wszystko. Wcześniej ja sobie robiłem badania, publikowałem i tyle. Ja nie robiłem habilitacji. Ale może ja znów jestem dziwny.

 

Piszę tego bloga od ponad 5 lat, słyszałem i napisałem o habilitacji już prawie wszytko. Jednak ciągle mnie zaskakuje powtarzanie jakichś dziwnych mitów o habilitacji i o tym, że ona jakaś antybadaniowa jest. Kto to wymyślił? Habilitacja ma wiele wad, o których tu już również powiedziano wszystko. Ale spróbujmy jednak rozmawiać na pewnym kontakcie z rzeczywistością.