Cardepartment?

Kolega boreliosis, któremu szczerze dziękuję, skutecznie zepsuł mi humor. Idiotyzm pisania autoreferatu po angielsku podsumowałem sam dla siebie soczyście wypowiadając zdanie pytające zaczynające sie od słów ‚Po jakiego…..?’. Jestem gorącym zwolennikiem umiędzynarodowienia nauki polskiej. Jestem zwolennikiem priorytetyzowania publikacji w czasopismach międzynarodowych (powiedziałbym, że nawet w naukach społecznych i humanistyce, ale zaraz usłyszę, że się nie znam), jestem zwolennikiem publikowania po angielsku, jestem nawet zwolennikiem wykładów po angielsku. Ale nie rozumiem, po jaką cholerę pisać autoreferat po angielsku. Popytałem znajomych, czy słyszeli o habilitacji z recenzentem zagranicznym – usłyszałem o jednym postępowaniu z filologii obcej (żeby było śmieszniej kolokwium musiało się odbyć po polsku, w którym to języku zagraniczny recenzent nie rozumiał ani słowa!). Myślę, że jeśli  do tego weźmiemy pod uwagę strony CK, można stwierdzić z dużą dozą pewności, że recenzenci niemówiący po polsku to rzadkość, a może i nawet duża rzadkość. Jeśli tak, to pytam (głównie siebie): PO JAKĄ CHOLERĘ MAM TŁUMACZYĆ AUTOREFERAT NA ANGIELSKI??

 

W sposób oczywisty to strata czasu, dla wielu pewnie strata forsy na tłumaczenie. I żeby chociaż te autoreferaty można było poczytać na stronach CK. Nie, nie uważam, by wielu uczonych światowych często odwiedzało strony CK, ale przynajmniej można by powiedzieć, że te autoreferaty to wizytówka naszej nauki. W swej przenikliwości jednak Ministerswo i CK woli tych autoreferatów nie pokazywać jednak. Może i dobrze….

 

Summary of professional accomplishments, jak proponuje kolega dr boreliosis, brzmi bardzo sensownie. Pomyślę o tym, co napisać (może podbiorę od kolegi), korci mnie jednak, żeby napisać ‚self-referat’, a może skoro ‚auto + referat’, to po prostu ‚cardepartment’?