Chytruski

Na DNU kolejna dyskusja na temat publikacji (tym razem głównie recenzji), ktore powinny lub nie powinny wchodzić do dorobku habilitanta. Takie dyskusje tyle mnie dziwią, ile wprawiają w zakłopotanie. Odnoszę bowiem wrażenie, że są to dyskusje o przechytrzaniu. Innymi słowy, są o tym, jak wcisnąć do osiągnięcia (czy dorobku) habilitacyjnego wszystko, łącznie z rozprawkami z liceum oraz wpisami do pamiętnika koleżanki.

 

W dyskusjach, o których mówię, rzadko kiedy zadaje się pytanie o to, czy na przykład w recenzji można mieć (załóżmy przez chwilę, że to w ogóle możliwe) znaczny wpływ na rozwój dyscypliny. Czy w abstraktach, artykułach przeglądowych czy do czasopism branżowych można mieć taki wpływ? Moim zdaniem jest to niezwykle trudne (by nie rzec: niemożliwe), a habilitant, który wprowadza do oisiągnięcia tego typu publikacje, wskazuje zarówno na słabość swego dorobku  publikacyjnego, jak i na to, że nie rozumie, na czym polega wkład w rozwój nauki. Nie jej popularyzajca, kompilacja, krytyka, czy ogólna refleksja internetowa, ale właśnie rozwój dyscypliny przez wyniki badań, które pozwalają na wypracowanie nowej wiedzy.

 

Na tym blogu napisano już wiele na temat nierzetelnych, niekompetentnych czy zerżniętych z autoreferatu recenzji oraz na temat recenzentów, którzy posługuja się swym widzimisię, jednak rzadko piszę i ja i komentujący o patologiach wypływających z postępowania habilitantów. I krytykując system, nie krytykuję(emy) habilitanta, widząc go głównie jako ofiarę systemu. A jednak warto pamiętać, że również habilitanci maja swój ważny udział w rozwalaniu i degrengoladzie systemu.