Ciemny lud nauki

W dyskusji pod poprzednim wpisem, trzy.14 donosi o wynikach ankiety, którą autorka nazywa dekalogiem zmian nauce. Pierwszym punktem ankiety „Obiektywne kryteria oceny osiągnięć naukowych” o innych być może jeszcze napiszę. Jak można się było domyślać, przytłaczająca większość respondentów (86 proc.) jest za. Tak właściwie ja też byłbym za, gdyby to było możliwe.

 

Autorka pisze o tym kryterium:

 

Należy przyjąć ujednolicone, konkretne i przeliczalne kryteria pracy naukowej…

 

Niestety poza ogólnikowym stwierdzeniem, że

 

Osiągnięcia praktyczne (wdrażane do gospodarki i wykorzystywane społecznie) powinny być oceniane najwyżej. 

 

nie znajdujemy żadnych wskazówek, jak miałyby wyglądać te kryteria. I tak to pierwsze ‚przykazanie’ dekalogu zawiera zero. Nic. Nada. Zilch.

 

Jak więc miałyby wyglądać ‚obiektywne i przeliczalne’ kryteria, szczególnie związane z wdrożeniami? Liczba wyleczonych? Ludzie czytający stronę dr Gruby? Zwiększenie dochodowości firmy? A może satysfakcja klientów z nowego urządzenia? Wszystkie te kategorie, paradoksalnie, wcale nie są łatwe do ustalenia i policzenia. Są podatne na dziesiątki ‚biasów’ od tego, co mierzymy, przez to, jak mierzymy, aż do tego, jak interpretujemy wyniki. Statystyka, jak wiadomo, jest jak kostium bikini….Obiektywne kryteria? Nie wygłupiajmy się, co?

 

To może weźmiemy zwykłe wskaźniki akademickie – cytowania, IFy itd? I już będzie obiektywnie? Wolne żarty! To gdzie jest ta obiektywność? Zastanawiam się zresztą, jak po przyjęciu takich obiektywnych kryteriów poradziłaby sobie autorka ankiety i choć nie znam się na tym w ogóle, podejrzewam, że wypadłaby nie najlepiej.

 

Już mi się nie chce nawet pisać to tym, że nie ma jednolitych praktyk dyscyplinarnych, o czym pisałem sam i dyskutowano niejednokrotnie. Starczy wziąć medycnę, gdzie IF wiodących czasopism w poszczególnych subdyscyplinach rożni się nawet o kilkadziesiąt punktów. Nie che mi się też pisać o tym, że nigdzie w cywilizowanej nauce nie ma żadnych ‚obiektywnych kryteriów’. Po porstu poważni ludzie piszą poważne oceny.

 

Gdy tylko słyszę o obietnice ‚obiektywnych kryteriów’ oceny, mam wrażenie, że mówi do mnie polityk, który obiecuje mi cuda na kiju, a ja mam uwierzyć w te 100 milionów czy 500+ dla każdego dziecka. Szybko się okazuje, że 100 mln nie ma, a 500 nie jest dla wcale dla każdego. Ale hasła są chwytliwe, a ciemny lud kupi. Moim zdaniem, zamiast mamić mirażem ‚obiektywnych i przeliczalnych’ kryteriów, należy się zacząć zastanawiać, jak spowodować, by opłacało się napisać uczciwą recenzję.