Co by tu jeszcze określić?

Oto standardowa decyzja o nadaniu stopnia z historii. Jednak rada wydziału podjęła dodatkową decyzję. Otóż rada wydziału postanowiła również nadać specjalności naukowej dla habilitantki.Tak, tak, nie specjalności, w jakiej nadaje się stopień, ale specjalności dla habilitantki.

 

Natychmiast zacząlem sie zastanawiać, co to może oznaczać dla habilitantki. Czy już do końca życia będzie musiała się zajmować historią nowożytną? A jak będzie chciała przerzucić się na średniowiecze, to jej ktoś powie: hola, pani jest nowożytna? Wara od średniowiecza! Albo, na przykład, jej publikacje nie będą się liczyć w parametryzacji? Na dodatek, zadałem sobie pytanie, gdzie są granice potrzeby definiowania świata przez rady naukowe? Skoro dziedziny i dyscypliny naukowe są już określone przez innych, to może rady naukowe będą określać chociaż specjalności? A może by rada wydziału jeszcze siadła i okreśłiła, czym ma się zainteresować każdy adiunkt?

 

Przy okazji żałuję, ze nie ma protokołu z dyskusji w tej ważnej sprawie. Prof. Iksiński z pasją argumentował za historią nowożytną, jednak prof. Ygrekowski sugerował, że bardziej stosowna byłaby historia XX wieku. Ale, ale, oburzyła się prof. Zetkowska – przecież nie można zapominać, że tu chodzi o historię Polski. Tu prof. Iksiński zaprotestował przypominając, że praca magisterska habilitantki dotyczyła Czeschsłowacji. Ta ważna dyskusja trwała przez dwie i pół godziny. Prof. Iksiński wyszedł z niej zwycięzko i z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku (przyłożenia prof. Ygrekowskiemu).

 

Nie rozumiem tej potrzeby określania i definiowania rzeczywistości. Nie rozumiem też chęci mówienia ludziom, co robią i co maja robić. Nie mam też wrażenia, że tracę coś w życiu.