Co oceniać (drugie podejście)?

Mój wpis na temat tego, co oceniać, wywołał małą dyskusję na forum (jeszcze raz dziękuję za miłe słowa kramce). Jak można oczekiwać, poglądy na ten temat są podzielone, moje się nie zmieniły i postanowiłem wrócić do tematu. Na początku powiem jednak, że idea, że recenzent ma oceniać, czy cykl jest spójny i monotematyczny, jest tak niezrozumiała, że nie odniosę się do niej.

 

Otóż ustawa mówi, że habilitację nadaje się osobie, której osiągniecia można uznać za ‚stanowiące znaczny wkład autora w rozwój określonej dyscypliny naukowej’. Rozporządzenie ‚habilitacyjne’ MIiSW stanowi, iż kryteriami oceny (dla wszystkich obszarów wiedzy)  są (w skrócie):

 

(współ)autorstwo tekstów

sumaryczny imapct factor

liczba cytowań

kierowanie projektami

nagrody

wygłaszanie referatów.

 

W którym z kryteriów znajduje się ocena poszczególnych badań, ich tematyki, metodologii, wyników?

 

Tak się składa, że i ustawa (przy całej swej niespójności, którą wskazywał prof. Węgrzyn), i rozporządzenie dość spójnie konstruują kryteria wkładu. Co więcej i co ciekawe: wedle tych kryteriów Crick i Watson mogliby dostać habilitacje – ich tekst został zacytowany ponad 7000 razy – dość niezły wynik…… Bo właśnie o to idzie, że nie ma znaczenia, co oni napisali – idzie o to, jaki mieli WKŁAD w rozwój dyscypliny.

 

Niestety, gdy czytam recenzje, myślę, Crick i Watson nie dostaliby habilitacji. Tekst krótki, bez rozbudowanego aparatu, metodologii itd itd. Recenzenci wolą się wymądrzać na temat tego, jakie są badania, jakie wyniki, jaka metodologia. Jak można by je przeprowadzić inaczej. No i, kluczowa sprawa, czy cykl monotematyczny jest monotematyczny (wybacz, pfg, to jest kryterium należące do kosmicznych). No i jeszcze warto dodać zasięg ogólnopolski czasopism.

 

Tyle że ocenianie poszczególnych publikacji ma wielką zaletę: odsuwa konieczność ocenienia….wkładu w dyscyplinę. I powiedzmy sobie szczerze: to o to idzie, prawda? Jaki wkład w rozwój dyscypliny ma habilitant, który publikuje w powiecie czy może nawet w województwie?

 

Nie wiem, oczywiście, czy ja mam ‚wkład’. Nie do końca wiem, co to miałoby być. A gdy się zastanawiam, wychodzi mi, że pewnie nie mam. Nadal bowiem uważam, że znaczący wkład mają jednostki, nieliczne. Pomimo tego, nadal chciałbym, żeby mnie oceniono pod kątem wkładu, a nie słyszeć, że badania, które przeprowadziłem mają jakieś wady. Otóż nie ma badań bez wad i nigdy nie będzie.

 

I nadal nie widzę żadnego sensu w ocenianiu badań po tym, jak zostały zrecenzowane (w porządnym procesie recenzyjnym) i opublikowane.