Co się filozofom śniło

Jednym z częściej pojawiających się wątków w listach do mnie, jest wątek o tym, co powinno być podstawą postępowania awansowego. Innymi słowy, czy komisja ma prawo (a może czy powinna)  wychodzić poza wniosek awansowy. Pisałem już o tym kilkukrotnie na tym blogu, być może warto powtórzyć moje zdanie.

Przede wszystkim należy powiedzieć, że wychodzenie poza wniosek nie jest zjawiskiem jednorodnym i trudno udzielić jednoznaczną odpowiedź na każde taką próbę.

  1. Po pierwsze więc, możemy mieć do czynienia z wyjściem poza wniosek w postaci potwierdzenia informacji zawartych w tymże tym wniosku. Przypomina mi się wniosek habilitacyjny, który został uwalony przez dociekliwość prof. Śliwerskiego. Okazało się bowiem, że habilitant stworzył fikcyjną listę publikacji. Żaden z wymienionych przez niego artykułów nie istniał, co Śliwerski odkrył (chwała mu za to), a habilitant na wieki pozostanie habilitacyjnym oszustem. Moim zdaniem, działania potwierdzające informacje zawarte w dokumentacji są w pełni uzasadnione.
  2. Drugą formą wyjścia poza dokumentację, to uzupełnienie informacji. Habilitant powinien podać wydawnictwo, w której wydał książkę, liczbę stron, może też wartość indeksu h. Wydaje się, że można argumentować, iż tego typu działania mają na celu zwiększenie przejrzystości postępowania. Co więcej, nie podając np. wydawnictwa, w których się wydaje, można chcieć te wydawnictwa ukryć
  3. Trzecią formą, o której pisano do mnie, do ‚kontekstualizacja’ informacji zawartych w autoreferacie. W przeciwieństwie do poprzednich sytuacji, tutaj recenzent chce uzyskać nowe informacje. Trendy publikacyjne, trendy cytowań, dorobek współautorów, można sobie wyobrazić całą masę informacji uchodzących za ‚kontekstualizację’ tego, co piszę kandydat do stopnia czy tytułu. Moim zdaniem, takie poszukiwanie nowych informacji jest już na granicy akceptowalności. Można oczywiście wyobrazić sobie, że informacja na temat centrum badawczego, w którym przebywał habilitant, jest szczerym poszukiwaniem informacji przez kogoś, kto o centrum nie słyszał. Jednak moim zdaniem, poruszamy się tu już po gruncie grząskim, pełnym etycznych pułapek. Nie polecam, choć potrafię sobie wyobrazić sytuacje, które byłbym w stanie zaakceptować.
  4. Ostatnim sposobem wychodzenia poza dokumentację jest coś, co można by było nazwać wywiadem środowiskowym. Co o habilitancie ‚myśli się’, ba, co myśli habilitanta szef? Czy habilitant, o czym tak chętnie pisze najwybitniejszy pedagog, miał okazję się ‚skompromitować’? Warto przypomnieć sobie sprawę Diamentu polskiej inżynierii, który wypowiadał się nawet o orientacji seksualnej habilitanta. Wszystkie takie zabiegi są oczywiście godne potępienia. Jak często występują, tego nie będziemy wiedzieć. Podejrzewam jednak, że częściej niż się to filozofom śniło.

Oto moje zdanie na temat podstawy postępowań awansowych. Mam nadzieję, że uda się Państwu do tego postu odnieść, może przeczytamy o jakichś pozytywnych/negatywnych przykładach.