Codzienność

Właśnie dostałem list z prośbą o umieszczenie go na blogu. List jest reakcją na niedawne dyskusje. Wklejam bez redakcji (poza literówkami).

 

„Pracuję ‚na Zachodzie’. Gdy czytam o powodach wyjazdów z Polski, zastanawiam się, kto je pisze. Wszystkie podane w makro-terminach: podatki, finansowanie, cuda na kiju. Ja znalazłem sobie pracę (bo nie lubie tego ‚wyjechałem’) gdzie indziej, bo chciałem pracować w normalnych warunkach. A przez to rozumiem szeroko pojętą profesjonalizację relacji w pracy. W pracy jestem pracownikiem i przede wszystkim pracownikiem, a nie kolegą.

 

Na przykład, moja praca jest przewidywalna – nikt nie powie mi z dnia na dzień (lub z tygodnia na tydzień), że mam zajęcia do wzięcia. Nie potrzebuję na wszystko podkładek, a umowa ustna z dziekanem jest więcej warta niż trzy kwity podpisane przez mojego byłego dziekana w Polsce. Gdy wyjeżdżam gdzieś, nie muszę pamiętać o drukowaniu kart pokładowych, bo przecież nie wiadomo, czy na pewno wsiadłem do samolotu. Pracownicy administracji są uprzejmi, wiedząc, że są po to, by ułatwić mi życie. Zarówno oni, jak i moi szefowie nie zakładają, że moim jedynym celem w życiu jest ukraść, zmalwersować, oszukać i wyrolować mojego pracodawcę.

 

Moje życie składa się przede wszystkim z codzienności, a nie partnerstwa z biznesem, wizji dla nauki, kolejnej reformy. Z tymi wszystkimi rzeczami mamy również tutaj wystarczająco dużo probemów, żeby sobie nie utrudniać życia codziennego. A w Polsce czekając na kolejny tajfun reform kolejnego ministra, który nie będzie musiał cierpieć konsekwencji swych reform, sami sobie utrudniacie życie codzienne.”