Cuda na kiju

I jeszcze dodam coś, o czym niedawno ktoś pisał na forum, a ja się z tym zgadzam całkowicie. Otóż, tak, istnieje możliwość, że w słabych lokalnych pismach naukowych ludzie publikują ważnie badania, kluczowe doniesienia i inne cuda na kiju nauki. Jeśli jednak tak jest, to jedynie oznacza, że autor nie rozumie, na czym polega uprawianie nauki, nie rozumie też tego, jak ważną rzecz odkrył. Najwyraźniej odkrywca nasz nie ma ograniczone pojęcie o tym, co się dzieje w jego dyscyplinie.

 

Jest jeszcze jeden powód, dla którego warto oceniać, gdzie opublikowano artykuły. Otóż profesorem, mentorem, powinien zostać ktoś, kto będzie pchał swych uczniów w górę, który pokaże im naukę ambitną, naukę, która nie zamyka się w lokalnym grajdołku z brylantami, o których wie jedynie rodzina autora oraz jego koledzy z korytarza. Jeśli mamy traktować poważnie rolę promotorską, to ja chcę, żeby mój promotor wprowadził mnie do nauki światowej, a nie do nauki w powiecie.

 

I z tychże powodów właśnie, owe samorodki naukowe jaśniejące na powiatowym firmamencie nie powinny mieć większego znaczenia w przewodach awansowych. Pokazują bowiem uczonego, który ani nie rozumie swoich własnych badań, ani nie rozumie tego, co się dzieje w jego dyscyplinie, ani, na koniec, nie będzie w stanie wychować uczniów. I na pytanie, czy chcemy mieć takich profesorów, dużo łatwiej już odpowiedzieć.