Cyrk

Już dobry kawał czasu temu napisałem moją pierwszą recenzję habilitacyjną. Napisałem recenzję pozytywyną, zgodnie z moim sumieniem czy też przekonaniem. Jednak wcale się wszystko nie odbyło tak gładko, jak bym chciał.

 

Po pierwsze dostałem recenzję na wzór, według której miałem napisać swoją. Była to standardowa ocena poszczególnych publikacji, recenzja jakich wiele i jakie często krytykuję. Wcale nie chciałem napisać takiej recenzji i …starałem się nie napisać. Wyszło jednak, jak wyszło – trochę dziwna hybryda, pomiędzy oceną publikacji a dorobku.

 

Po drugie, nie uniknąłem też problemów z samą oceną. Z jednej strony, nie miałem wątpliwości, że habilitacja się należy za całokształt dorobku, który się zdecydowanie wyróżniał w dyscyplinie. Z drugiej, osiągnięcie wcale nie odbierało mowy i pod wieloma względami było gorsze niż pozostały dorobek. I gdyby oceniać samo osiągnięcie, moja ocena byłaby przynajmniej ambiwalentna, a nie taka jaką napisałem, a zatem zdecydowanie pozytywna. Problem więc polegał na tym, że ocenę osiągnięcia musiałem trochę ‚podrasować’.

 

I w ten sposób zobaczyłem na własne oczy nieużyteczność ‚osiągnięcia’. Konieczności wyodrębnienia części dorobku, bo akurat ta część jest w miarę jednotematyczna i można udawać, że jest cyklem. Jest to niepotrzebne i, powiedziałbym, szkodliwe. Powinniśmy oceniać całość dorobku. Po wszystkim i poza konkursem, zapytałem zresztą habilitanta, czy planował cykl….Nie planował – zebrał publikacje, które pasowały do cyklu. Co więcej dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że cykl wcale nie jest najmocniejszą stroną jego dorobku.

 

I tak wziąłem udział w cyrku, w którym wszyscy chyba wiedzieli, że trzeba ocenić pozytywnie publikacje, które wcale nie są zbyt dobre, a to dlatego, że te bardzo dobre publikacje, za które habilitant dostał habilitację, nie układają się w miarę sensowny cykl.