Czas nie istnieje

Już kiedyś pisałem o konferencjach, więc napiszę jeszcze raz. Konferencja zajmuje mnie od wtorku. Uwielbiam życie konferencyjne  w Polsce, bo zawsze mam wrażenie, że nagle znajduję się w innej rzeczywistości. Nagle, na przykład przestaje obowiązywać czas. Ba, jak zwykle nie mogę się nadziwić, ilu moich kolegów i koleżanek mówi tak, jakby czas w ogóle nie istniał. Opóźnienia są właściwie od samego początku, wydaje się, że nikomu one nie przeszkadzają, tylko mnie (a ja od dziecka byłem dziwny). I może rzeczywiście to idzie o to, by każdy powiedział to, co ma do powiedzenia, a skoro ma do powiedzenia dużo, to musi mówić długo. Proste.

 

Wczoraj jednak nieistnienie ram czasowych podkreślono inaczej. Otóż dzień miał się zacząć od krótkiego wstępu wszystkich organizatorów. Okazało się, że jedna osoba nie ma wiele do powiedzenia, więc mówiła krótko (to też proste). Ze zdziwieniem skonstatowałem, że nie tylko nie ma opóźnienia, okazuje się, że mamy rezerwę czasową. Czas na konferencjach jednak nie istnieje! Organizatorzy stwierdzili, że pierwszy referent plenarny może zacząć prawie 15 minut wcześniej. Gdy już zdążyłem pozbierać szczękę z podłogi, zaczęli wchodzić ci, którzy nie mieli ochoty na wysłuchanie mądrości organizatorów i przyszli na wykład plenarny. Może zresztą chodziło o to, by ich ukarać za nieusprawiedliwioną nieobecność na ‚rozruchu’. A może doszło do masowego zepsucia zegarków, bo wszyscy an nie patrzyli.

 

Śpieszę dodać, że sesja plenarna, pomimo tego, że zaczęła się z prawie 15-minutowym zapasem, skończyła się z prawie 15-minutowym opóźnieniem. Ale najwyraźniej Państwo plenarni mieli strasznie dużo do powiedzenia. A to zajmuje dużo czasu….