Czystość dyscyplinarna

Od jakiegoś czasu myślę moim (i nie tylko) postępowaniu. Zwracałem już parę razy uwagę na problemy z interdyscyplinarnością dorobków, habilitacja może paść, bo habilitanci chcieli się habilitować nie w swojej dyscyplinie (przypominam sobie przynajmniej jedną taką  habilitację w naukach ekonomincznych, która padła pomimo dobrego dorobku habilitantki). Wracam do tematu, bo zaczyna mnie bezpośrednio dotyczyć.

 

Myślę, że jedną z największych słabości postępowań habilitacyjnych (a i postępowań awansowych w ogóle) jest ich sztywne osadzenie w dyscyplinach. Zdrowy rozsądek wskazuje, że recenzentem powinien byc ktoś, kto siedzi w temacie, kto publikuje w habilitanta działce, a nie ktoś, kto ma odpowiedznią przynależność dyscyplinarną. Ta ‚oczywista oczywistość’ nie jest jednak taka oczywista w wypadku polskiej habilitacji. Socjolog języka nie może być recenzentem socjolingwisty, psychiatra – psychologa, chemik – farmaceuty, nawet jeśli pracują nad identycznymi tematami patrząc na nie, rzecz jasna, ze swego punktu widzenia. Bez wątpienia zubaża to proces. Warto dodać przy tym, że świat jest interdyscyplinarny, może nie cały, może nie zawsze, jednak interdyscyplinarność to nie coś dziwnego i dziwacznego. To norma.

 

No i nie ma przecież żadnych powodów, by specjalista-kardiolog nie pracował w interdyscyplinarnym zespole badawczym zajmującym się przeszczepami serca, w którym to zespole pracuje nie tylko immunolog, ale również psycholog, socjolog, a przy okazji uczony od ‚nauk od zdrowia’ czy pielęgniarstwa (choć w Polsce nie może taki pracować, bo w Polsce, w przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii na przykład, pielęgniarstwo nie jest dyscypliną naukową). Co więcej, oni wszyscy mogą wspólnie publikować. Ba, publikują! W Polsce jednak dorobek owego kardiologa musi być oceniony przez innych kardiologów, w najlepszym wypadku przez innych medyków. Szanse, że zrozumieją oni kompenent społeczny czy psychologiczny publikacji naszego kardiologa są niewielkie, ale kogo obchodzi komponent psychologiczny w transplantologii?!

 

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że szanse na rezygnację z dyscyplinarności postępowań awansowych jest nikła. Przecież to podważyłoby zasadę minimum kadrowego, stąd do podważenia kierowniczej roli profesury.