Dorobek ilościowy

Zastanawiając się nad mym dorobkiem, ulegam czasem pokusie, żeby myśleć o nim w kategoriach ilościowych. Pokusie, żeby się zastanawiać, czy wystarczy tyle tesktów, ile opublikowałem. Nie lubię tego. Bo przecież to nie o ilość idzie, idzie o jakość. Chodzi o to, żeby napisać świetne teksty, superteksty, teksty, które „ruszą z posad bryłę świata”. Jestem przeciwny wszelkim pułapom czy ilościowym kryteriom oceniania dorobku. Ocenom typu: żeby rozpocząć przewód habilitacyjny musisz mieć 100, 200, 300 czy milion punktów ministerialnych. Przecież to nie chodzi o to ile, to chodzi o to, co publikujemy!! I tylko o to chodzi!

 

28 lutego 1953, jak mówi legenda, do pubu pod Orłem w Cambridge wszedł Francis Crick i wypowiedział słynne: We have discovered the secret of life. Dwa miesiące później, wraz z Jamesem Watsonem,  opublikował w Nature tekst ‚Molecular structure of nucleic acids’. Patrzę właśnie na ten tekst. Ba! tekścik. Jest na niecałą stronę. Jest jednak, by tak rzec,  dość ważny. Chciałbym myśleć, że Crick i Watson, obaj za tę jedną publikację, dostaliby w Polsce habilitację! Za ten jeden artykuł. Nie musieliby przedstawiać jednotematycznego cyklu, dorobku. To po prostu byłaby habilitacja. Z drugiej strony, warto przypomnieć, że Watson został adiunktem (Assistant Professor) już po artykule, a Crick doktorat zrobił dopiero rok po publikacji. Gdzie im do habilitacji! Nagrodę Nobla dostali dopiero 9 lat po publikacji. Kudy do habilitacji!!

 

Ale mówiąc poważnie, powtórzę: to nie chodzi o to, ile opublikowałem. Chodzi o to, co opublikowałem. Mam nadzieję, że moi recenzenci również nad tym, co opublikowałem, będą się zastanawiać.