Dorobek

Zastanawiam się nad swym dorobkiem. Wydaje mi się, że to jest niezły dorobek, głównie międzynarodowy. Jak usłyszałem, mam teksty w czasopismach, o których może pomarzyć niejeden profesor tytularny. Pochlebia mi to oczywiście. Z drugiej strony martwi. Martwi mnie, bo boję sie, że się okaże, że ulegam modom, że publikuję dla punktów, że chodzi mi o impakt faktory.  A ja sobie myślę – nawet jeśli, no to co?

 

Na cytowanym przeze mnie często forum pojawił się link to kolejnego  tekstu demaskującego straszność reformy Małpa z brzytwą. W tekście czytam:

Polska jest takim skansenem, gdzie bardziej opłaca się publikowanie przeciętnych prac w dobrych czasopismach (o wysokim IF) niż dobrych w czasopismach o IF niższym.

 

Autor rozwija straszne scenariusze związane z, jak to nazywa, impaktomanią. Ale co ciekawe, nie przychodzi mu do głowy następujący scenariusz: można publikować dobre prace w czasopismach o wysokim IF. Ta radykalna idea nie przychodzi prof. Pilcowi na myśl. W rzeczywistości kreślonej przez prof. Pilca, polski uczony może publikować (bo mu się tak opłaca – oczywiście przez minister Kudrycką, w domyśle małpę z brzytwą?)  słabe prace w czsopiśmie o wysokim  IF. Zastanawiam się natychmiast, co robi polski uczony, gdy już uda się mu napisać dobrą pracę. Wyrzuca? Publikuje po polsku na złość ministerstwu? Nie rozumiem też za bardzo, jak sie tym polskim uczonym udaje publikować te słabe prace w tych dobrych czasopismach, ale może prof. Pilc ma swoje metody i strategie. Co ciekawe również, przeciwny impaktomanii prof. Pilc nie zatrzymuje się nad przyjętym przez siebie założeniem, że pismo o wysokim IF, to dobre pismo, a jest to założenie problematyczne i warte dyskusji (której tu nie podejmę).

 

Otóż ja nie rozumiem, na czym polega problem. Zawsze chciałem publikować w najlepszym możliwym czasopiśmie. Dziś to oznacza pisma o wysokim IF. Przyznam szczerze: mnie to po prostu kręci. Mnie kręci to, że czasem udaje mi się publikować czasopismach, w których publikują ludzie, którzy są w pierwszej lidze światowej mojej dyscypliny. Może oni nawet czytają moje teksty?!  I ja też chcę być w tej pierwszej lidze. I naprawdę nie rozumiem, co w tym złego.

 

Nawiasem mówiąc, rzuciłem się zobaczyć, co pisze prof. Pilc. Nie znalazłem jego strony. Znalazłem jednak  tekst o….Najczęściej cytowanych polskich publikacjach  w biologii i medycynie. Hmmmm, pomyślałem, punkt widzenia jednak  zależy od punktu siedzenia.

 

Boję się takich tekstów jak ten prof. Pilca. Boję się, bo ja nie chcę udowadniać niczego przed recenzentem myślącym, jak (obecnie) prof. Pilc. Ja nie chcę udowadniać, że można spróbować publikować dobre rzeczy w dobrych czasopismach (a te z wysokim IF zazwyczaj są przy okazji całkiem niezłe). Nie zawsze się to udaje, co więcej, nie zawsze tekst opublikowany w gorszym czasopiśmie jest słaby. Jednak, wydaje mi się, że ambicja publikowania u najlepszych jest ambicją pożądaną. I warto o tym scenariuszu pamiętać.