Droga przez współpracę

Dzisiaj znów wpis inspirowany; po pierwsze wpisem cytowanego już kilkukrotnie prof. Galasińskiego, po drugi wpisem filozofki, której ‚oświadczenie o współpracy’ (to w Polsce nie brzmi najlepiej)  Profesor cytuje. W obu wpisach zainteresowało mnie to, że oboje blogerzy mówią o współpracy akademickiej przede wszystkim w kategoriach personalnych. Galasiński mówi nawet, że by z kims współpracować, trzeba tego kogoś lubić!

 

Zacząłem się zastanawiać nad tym i rzeczywiście na przestrzeni lat, gdy decyzja o współppracy należała do mnie, współpracowałem przede wszystkim z ludźmi, których lubiłem (choć nigdy nie wybierałem świadomie ‚fajnych ludzi’). Gdy tak nie było, współpraca była ‚małżeństwiem z rozsądku’ i wszyscy czekali aż się skończy. Gdy zapytałem o to kilka osób, wszyscy mówili mniej więcej to samo.

 

I tu pojawia się problem. Mamy coraz mniej wyboru co do tego, czy współpracujemy i z kim. Nauka idzie ku coraz większym zespołom, które dają większe szanse na uzyskanie funduszy badawczych. Coraz mniej mamy wyboru, kogo zapraszamy do zespołu – oskarżenia o faworytyzm i nepotyzm zawsze są za rogiem. I w ten sposób nauka coraz bardziej przestaje być mało płatną oazą wolności, ale staje się drogą przez mękę. Ot, taki wpis optymistyczny.