Esencja habilitacji

Zaciekawiła mnie treść niedawnego uzasadnienia nadania stopnia z historii. W dokumencie podano  samą esencję recenzji habilitacyjnych, która, jak sądzę, ma wskazywac, co przekonało rade wydziału, by nadać stopień. Czytamy więc, że pierwszy recenzent, obok niejasnej oryginalności, podkreślał ‚źródłowość i poprawność merytoryczną’. Drugi recenzent wskazywał ilość prac naukowych, niejasną ‚wartość’ oraz ‚różnorodną bazę źródłową’. Trzeci recenzent wreszcie podkreślał ‚rozległość kwerendy archiwalnej i bibliotecznej’, a do tego bliżej nieokreśloną ‚wartość merytoryczną’.

 

Mówiąc ludzku, uzasadnienie jest następujące. Świeżo upieczony doktor habilitowany nie pisze bajek, ale opiera się źródłach/danych (być może bardziej niż inni), zrobił niezły przegląd literatury, a na dodatek nie popełnił żadnych błędów merytorycznych. i można pogratulować, gdyby nie to, że ja tego oczekuję od magistrantów!

 

Ale rzeczywiście nie oczekuję, że będą pisać dużo. I może to jest ta habilitacja. Dużo!