Fajnie mieć mistrza

Gdy czytam autoreferaty, często, a może i bardzo często, natrafiam na informacje na temat prac magisterskich i doktoratów habilitantów. Znaczna ich część podaje nazwiska swych promotorów. Zastanawiam się zawsze, czy habilitanci podają te informacje

a. ‚dla porządku’;

b. chcą się pochwalić, z jakiej ‚stajni’ pochodzą;

c. mówią o swoich mistrzach.

 

Najbardziej interestuje mnie  właśnie ta trzecia opcja. Opcja mistrza. Interesuje mnie, bo ja takowegoż nie miałem. Oczywiście miałem promotorów, ale nasze relacje nigdy nie wyszły poza relacje ‚biznesowe’. Ja pisałem, promotorzy konsultowali, komentowali, nic więcej. Po skończonym ‚potępowaniu’ kontakt się urywał natychmiast. 

 

Brakuje mi mistrza  w moim życiu zawodowym. Nie wiem do końca, kim miałaby być ta osoba, jaka miałaby być nasza relacja, ale wyobrażam sobie, że byłaby to relacja ‚na zawsze’. Wyobrażam sobie, że byłaby to relacja z kimś, do kogo zawsze się można udać po poradę, kto zawsze będzie się cieszył z moich osiągnięć, a jak (jeśli) go/ją  już wyprzedzę, to będzie dumny. Ja więc miałbym kogoś, na kim mógłbym się oprzeć, mistrz miałby kogoś, kto niósłby jego sztandar. Wiem, wiem, trochę to patetyczne, ale brak mi kogoś takiego i zazdroszczę tym, którzy mają takie osoby!