For your eyes only…

Problem wyborów w CK podejmuje Rzeczpospolita. Autorka artykułu pyta CK o dostępność list wyborczych, a to według mnie sensowne pytanie. Pisałem już na temat wyborów do CK, uważam, że powinny być znacznie demokratyczniejsze, a czynne prawo wyborcze powinny mieć osoby z innymi stopniami naukowymi.

 

Okazuje się, że profesorskość wyborów do CK idzie dalej niż sądziłem. Okazuje się, że nawet listy kandydatów są tajne i nieprofesorowie nie mają i nie mogą mieć nich dostępu. Autorka artykułu pisze, że idzie tu o art. 34 ustawy o stopniach. Artykul ten przewiduje, że:

 

Członkiem Centralnej Komisji może zostać obywatel polski posiadający tytuł profesora i
aktualny dorobek naukowy, opublikowany w okresie ostatnich pięciu lat. Członkiem Centralnej Komisji może zostać również osoba posiadająca tytuł profesora o wiodącym dorobku w danej dziedzinie.

 

Idzie oczywiście o ów ‚aktualny dorobek’, który, jak twierdzi autorka, jest niewyryfikowany.

 

Mam trzy komentarze.

 

1. Nie miałem ochoty na zaglądnięcie do list, jednak odebranie mi nawet możliwości tego jest, powiedzmy, zaskakujące, by nie powiedzieć niesamowite! Dlaczego?! Przecież kandydatów wybierają rady naukowe wydziałów, w których zasiadają nie tylko profesorowie. Tajność list jest wręcz absurdalna! Jedynie podkreśla korporacyjność profesury i jej oderwanie od ‚reszty świata’.

 

2. Nie mam wątpliwości, że nie wszyscy członkowie CK publikują. Tajność listy kandydatów jedynie potęguje poczucie, że profesorowie nie przejmują się ‚rzeczywistością’. Nie idzie przecież o żaden wiodący dorobek, ale na kogo przyszła kolejka. 

 

3. Ale uderza mnie jednak co innego. Dlaczego rozróżnia się między zwykłymi publikacjami uczonych polskich a wiodącym dorobkiem uczonych, którzy nie są Polakami. Ta różnica poprzeczki jest niezrozumiała. Czy rzeczywiście obywatelstwo polskie daje przewagę intelektualną nad obcokrajowcami? Przecież to absurdalne w stopniu wysokim!

 

Nie rozumiem tego systemu. Zupełnie nie rozumiem. Rozumiem kooptację, rozumiem nawet elitarność, ale tajność? Przecież to tylko powoduje jeszcze większe rozwarstwienie ‚środowiska’, a w konsekwencji (przynajmniej potencjalnie) jeszcze większy brak zaufania młodszych do starszych.

 

I jeszcze jedno. Widziałem listę kandydatów – pokazał (for my eyes only)  profesor, który pytał o zdanie. Nie, nie byłem zachwycony kandydatami. Nie sądzę też, by ta wiedza jakoś zmieniła bieg historii….