Gdzie, do cholery, są granice?

Czytałem ten wpis na blogu profesora medycyny, a szczęka mi opadała coraz niżej. Aż doszedłem do tego fragmentu:

 

Dziś zostaliśmy jeszcze bardziej zaskoczeni przy okazji kolejnej habilitacji, toczącej się w tzw. nowym trybie. Z relacji członków komisji habilitacyjnej dowiedzieliśmy się, że do komisji wpłynęły pisma od osób trzecich i były brane pod uwagę obok ustawowo obowiązujących dokumentów dotyczących dorobku kandydata. Jak wyraźnie powiedziano, decyzja komisji została podjęta przy uwzględnieniu nieuprawnionych, pozamerytorycznych opinii. 

 

i zobaczyłem jak koło mnie przechodzi ludzkie pojęcie, a jak mnie zobaczyło, zatrzymało się i mi sie roześmiało w twarz.

 

Od czasu, gdy piszę ten blog, przeczytałem  i usłyszałem wiele rzeczy, w które trudno mi było i jest uwierzyć. Jednak postępowań, na których brane są pod uwagę pisma osób trzecich, do tej pory nie potrafiłem sobie wyobrazić.

 

Jednak to, co wywołuje we mnie osłupienie, to to, że te postronne osoby wysyłają do komisji habilitacyjnej jakieś listy wsparcia, podejrzewam, że podpisane imieniem i nawiskiem i nie obawiają się żadnych konsekwencji, choćby środowiskowych. Na dodatek komisja habilitacyjna otwartym tekstem przyznaje się do uwzględniania takich pism w procesie decyzyjnym i nie widzi w tym nic niestosownego. 

 

To już nie jest dno, dno zostało wysoko nad nami.