Gorzów a nie grób dla kolegów!

Dopiero co poznaliśmy punktację wydawnictw, którą zaproponowało łaskawie nam panujące ministerstwo, a na Twitterze już awantura. No bo czy, na przykład, zapewne zacne wydawnictwo Akademii im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie Wielkopolskim (o której niestety nigdy nie słyszałem), które znane jest, powiedzmy sobie wprost, jedynie autorom i ich rodzinom, powinno mieć tyle samo punktów co międzynarodowy Palgrave?

 

Z pewnym wstydem piszę, że ja również nie wiedziałem o istnieniu Instytutu Kaszubskiego, nie mówiąc już o jego wydawnictwie, ale żeby od razu zestawiać go z Wolters Kluwer czy de Gruyterem? Wydawnictw Uniwersytetu Opolskiego czy Politechniki Świętokrzyskiej, której istnienie również mi umknęło, jakoś również nie umieściłbym obok Manchesteru czy Indiany. Pomińmy już to, że Routledge za 200, to to samo wydawncitwo co Taylor & Francis za 80 punktów.

 

Mamy więc listę, na której lokalne i bardzo lokalne wydawnictwa zestawiane są z wydawnictwami międzynardowymi. Co więcej, mamy na liście wydawnictwa, których nie wiedzą nawet niektórzy pracownicy uczelni, na których te wydawnictwa działają, a obok nich są wydawnictwa leżące bardzo blisko kategorii vanity press. To wydawnictwa, które za pieniądze opublikują każdego, co się rusza i do wody nie ucieka.

 

Wydawnictwa na liście za 80 pkt. mają ze sobą wspólnego tyle, że wydają wydawnictwa zwarte. Nowa ustawa, jak się okazuje, kładzie nie tylko kres interdyscyplinarności i współpracy. Tego jednak było za mało. Ministerstwo właśnie kładzie też kres nie tylko idei umiędzynarodowienia polskiej humanistyki i nauk społecznych, ale również promowaniu ich doskonałości.

 

To, co napisałem, nie oznacza jednak, że jestem przeciwny wysokiej punktacji polskich wydawnictw. Nie, nie jestem. Są w polskiej nauce wydawnictwa, które warto by punktować wysoko, jest ich niewiele, ale są.  Jednak mnie się marzyło, by to zrobiono przyjmując perspektywę wszechświata, w którym wszyscy żyjemy. Wydawnictwo z Gorzowa, z całym należnym szacunkiem dla jego autorów, nie ma nic wspólnego z wydawnictwem z University of Manchester. Nic. Oni funkcjonują w innych światach akademickich. I dobrze by nie udawać, że jest inaczej.