GTW

Po raz kolejny na forum pojawia się kwestia ilości recenzji pisanych przez ‚pracowitych’ recenzentów. Ja z kolei po raz kolejny nie mogę zmilczeć, gdy czytam o recenzencie, który napisał w zeszłym roku 39 recenzji habilitacyjnych. To oznacza, że – wyłączając święta i chwilę wakacji – recenzent pisze recenzję co tydzień. Nawet zakładając, że recenzent nie czyta publikacji i skupia się na jakości publikacji, oznacza to, że recenzent albo ma gotowca i wie z góry, albo bardzo niewiele innych obowiązków.

 

Jednak to nie o cotygodniowe zajęcie profesora idzie. Idzie o to, że trudno przecenić wpływ takiego recenzenta na dyscyplinę. To właśnie grupa tych kilku ‚superpracowitych’ recenzentów jest tą rzeczywistą grupą trzymającą władzę. Bo tu nie chodzi o recenzenta, którzy wspierają Jana czy Annę z katedry dobrego kolegi, ale o grupę recenzentów, którzy decydują, czy Janowie i Anny uprawiający naukę w jakiś sposób mają szansę na habilitację. Przecież ci recenzenci-pracusie znają się dobrze i choć wątpię, czy zniżają się do dyskutowania konkretnych kandydatur w konkretnych postępowaniach, oni po prostu doskonale wiedzą, co ma przejść, a co nigdy szans nie będzie miało.