Habilitacja a minimum kadrowe

Poprzedni wpis ma oczywiście wiele implikacji, które chciałbym tu jeszcze krótko skomentować. Czym jest habilitacja, jaka jest relacja habilitacji wobec minimum kadrowego i może najbardziej kluczowy problem: czym jest minimum kadrowe i co się na nie składa. Tak jak pisałem wcześniej, jestem zwolennikiem habilitacji (choć mój przewód habilitacyjny wyleczył mnie w dużej mierze z entuzjazmu habilitacyjnego, a czytane przeze mnie recenzje, już tylko dołożyły swoje). Jest jednak dla mnie jasne, że habilitacja powinna zostać oderwana od minimm kadrowego. Ta podwójna funkcja habilitacji nie ma sensu, zarówno intelektualnie, jak i z punktu widzenia osoby podejmującej przewód.

 

Co więcej, zmiany na rynku akademickim (choćby niż demograficzny), doprowadzą, jak sądzę, do tego, że będziemy widzieć (powoli) podwójne habilitacje częściej. Filozof do nauk społecznych, fizyk do technicznych, lekarz do nauk o zdrowiu, chemik do farmaceutycznych, ba, prawnik do medycznych, to takie mniej czy bardziej oczywiste podwójne habilitacje, które mogą zostać wymuszone przez konieczność dostosowania się do rynku pracy. Oczywiście, lokalne uwarunkowania i wielkość instytutów czy wydziałow czynią takie habilitacje mniej czy bardziej prawdopodobnymi, jednak myślę, że będziemy je widywać częściej.

 

Jak pisałem wcześniej, nie mam wątpliwości, że te podwójne habilitacje nie mają większego sensu. Nie mam gotowej recepty na to, co należy zrobić, jednak wydaje się, że skupienie sie na dorobku tych, co warto podkreślić, już samodzielnych pracowników nauki, byłoby jakimś rozwiązaniem. Połączenie tego z minimum kadrowym byłoby dodatkowym plusem i wszystkim nam wyszłoby na zdrowie.