Habilitacja i habilitacja

W ostatnich komentarzach znów pojawia się kwestia bibliometrii. Właściwie to zgadzam się z tymi komentarzami. Sprawy są nieoczywiste, na dodatek można pisać ‚pod bibliometrię’ – teksty przeglądowe będą częściej cytowane niż wybitne nawet, ale niszowe badania. Nie da się też porównywać bibliometrycznie dyscyplin. Tyle że nadal nie wyjaśniamy sobie drastycznych różnic między habilitantami w danej dyscyplinie. Stopień doktora habilitowanego obejmuje przekrój dorobków, którego nie da się połączyć jedną kategorią.

 

Komentujący historyk z kolei zwraca uwagę na regionalność historii, wszak badacz Śląska będzie publikował na Śląsku….W ten sposób jednak nigdy nie powinniśmy byli czytać Le Goffa, Duby’ego, Guriewicza, czy Huizingi, by wymienić parę oczywistych nazwisk historyków, którzy, pomimo tego, że nie pisali o Polsce, są w Polsce znani i czytani. Inny oczywisty przykład to  antropologia, nie przymierzając, Bronisław Malinowski, który niby pisał o strasznie odległych Triobriandach, tyle że pisał tak, iż okazało się, że jest to ważne uniwersalnie.  Nie wierzę, że o Śląsku  tak się zupełnie nie da. Rozumiem jednak, że nie każdy może być Le Goffem, rozumiem też, że większość historii pisana jest w języku narodowym. Może jednak nie warto nieustannie szermować tym argumentem – są tacy, którym udaje się wyjść poza województwo. 

 

To, co jednak mnie najbardziej ciekawi, to kwestia kryteriów oceny habilitanta. Fizyk piszący w powiecie najprawdopodobniej wywoła salwę śmiechu, psycholog piszący na świecie wywoła pewnie zachwyt recenzentów, ale zastanawiam się, co będzie z historykiem. Czy przeskok z powiatu do międzynarodowości nie wywoła również salwy śmiechu.I zaczynamy dochodzić do tego, że nie tylko nie da się porównać dyscyplin w sensie praktyk badawczych, bibliometrii, profilu publikacyjnego (jak napisał komentujący, historycy wolą pisać książki). Mówimy tu również o zupełnie innych kryteriach oceny habilitanta. O zupełnie innych poprzeczkach stwianych habilitantom. Czy zatem mówimy o  innych stopniach? Mam wrażenie,  że i tu dochodzimy do tego, że tych różnic nie da się podciągnąć pod jedną kategorię.

 

I być może można to podsumować, jak pfg parę dni temu na forum: jaki poziom dyscypliny, taki ‚znaczący wkład’. Tyle że nie wiem, co zrobić z tymi, którzy chcą inaczej.