Jakość dyskusji

Moje ostatnie dwa wpisy wywołały największą do tej pory dyskusję na tym blogu. Nie chcę podbijać bębenka, ale chciałbym zwrócić uwagę na to, co przewija się w dyskusji. A przewija się kwestia jakości dyskusji. Nawet z założeniem, że protokół nie jest (bo nie może być) pełnym zapisem przebiegu dyskusji (nawiasem mówiąc wiem, że są rady wydziału, na których kolokwia habilitacyjne i dyskusje po nich nagrywano), to jednak oddaje przebieg dyskusji i kwestie, które poruszano. Protokół omawiany we wcześniejszym wpisie wskazuje, że dyskusja, którą przeprowadzono nie odnosiła się do meritum sprawy. Omówiliśmy go już jednak.

 

Skupię się więc na tym drugim przytoczonym przez trzy.14. Ten z kolei wskazuje, że dyskusji w ogóle nie było! Pytania zadali recenzenci, nikt więcej nie miał ochoty pytać habilitantki. Dyskusja polegała na tym, że recenzenci ocenili odpowiedzi habilitantki (jedna z recenzentek nawet wystawiła habilitantce ocenę dostateczny z minusem – i właściwie nie wiem, jak się do tego odnieść, bo postanowiłem, że na tym blogu nie będę używał słów powszechnie uważanych za wulgarne). Po owych ocenach, nikt nie zabrał głosu, nikt nie miał komentarza. Nie było dyskusji na temat dorobku, nie było dyskusji na temat recenzji. To po jaką cholerę (to chyba nie jest już brzydkie słowo) jest ta rada?

 

Mam wrażenie, że kolokwium habilitacyjne polegało na tym, żeby zadać habilitantce kilka pytań podręcznikowych/przeglądowych – podejrzewam, że autorzy tych pytań zadają je na egzaminach doktorskich. Habilitantka się nie wykazała, dostała 3 z minusem, i oblała egzamin. To był taki egzamin magisterski, tyle że na egzaminach magisterskich chyba dyskutuje się więcej.

 

Nie mam zdania, rzecz jasna, czy habilitantka powinna była dostać stopień, czy nie. Mam jednak zdanie na temat tego, co się stało. Nikt poza recenzentami nie zabrał głosu. Nikt nie otworzył habilitantce przestrzeni, by mogła opowiedzieć o swoich badaniach. Co więcej, nikomu się nie chciało podyskutować na temat tego, co się wydarzyło, na temat recenzji, dorobku, nie wiem, czego jeszcze. Jakość dyskusji? Dyskusji nie było!! No a przecież jest o czym dyskutować, prawda? Mówimy o latach pracy, mówimy o karierze, o losie habilitantki. No przecież, do ciężkiej cholery, warto przynajmniej pro forma pogadać. Jak na filmach amerykańskich, ława przysięgłych musi przedyskutować materiał dowodowy, nawet jeśli wszyscy się zgadzają!

 

Wiem, że trudno zmierzyć jakość dyskusji. Wiem również, że gdy widzę te dyskusje, to wiem, że są bardzo niskiej jakości. I bardzo proszę o niepisanie, że nic się nie stało, bo wszędzie tak jest!