Klechdy habilitacyjne

W komentarzach zacytowano wpis prof. Pacholskiego z jego komentarzami na temat reformy. Pisze on w nim:

 

Habilitacja jest jednym z czynników znacznie opóźniających rozpoczęcie samodzielnej pracy naukowej i ograniczających powroty młodych uczonych z zagranicy. Młodzi, dynamiczni uczeni, zatrudnieni na pierwszych stanowiskach profesorskich, chcą natychmiast tworzyć grupy badawcze i kształcić doktorów.

 

Przeczytałem i zadałem sobie pytanie – naprawde? Moim zdaniem jest wiele powodów, dla których warto zlikwidować habilitację, ale jednym z nich wcale nie jest to mityczne ‚uzyskiwanie samodzielności’.

 

Pisałem już o tym, że poza nazwą, która mówi, że po habilitacji stałem się ‚samodzielnym pracownikiem naukowym’, moim skromnym zdaniem, w mojej samodzielności habilitacja nie zmieniła niczego. Otóż tak przed, jak i po habilitacji pracowałem i  samodzielnie i w zespole, a habilitacja nic w tej mierze nie zmieniła. Tak przed habilitacją, jak i po niej mogę prowadzić badania jako ich kierownik, a gdyby mi tak w duszy zagrało pójście na całego, to jakby tak los się uśmiechnął, mógłbym samodzielnie kerować Bardzo Dużym Europejskim Grantem i znów habilitacja nic w tej mierze nie zmieniła. Od razu mówię, że jakby tak zagrało, to szybciutko usiadłbym w kąciku i poczekał aż przejdzie.

 

Tak, po habilitacji mogę mieć doktorantów, ale ja się nigdy za bardzo nie paliłem do promocji doktoratów, więc mi ta możliwość raczej mi ciąży. Nie widzę też promocji doktoratów w kategoriach samodzielności.

 

W ramach anegdoty dodam, że mam grupę znajomych pracującyh za granicą i żadna z tych osób nie uzależnia powrotu od tego, czy jest w nauce polskiej habilitacja, czy jej nie ma. Z dwóch powodów. Po pierwsze część z nich zrobiła habilitację albo przed wyjazdem, albo w czasie pobytu za granicą (na wszelki wypadek), a druga część ma taki dorobek, że uważają, że habilitacja należy im się jak psu kość (czy mają rację czy nie, to inna sprawa). Pozostali mają ogólnie w nosie naukę polską i nigdy nie wrócą. To jakaś absurdalna bzdura, że habilitacja wyznacza drogi życia polskich naukowców pracujących na świecie.

 

Gdy zrobiłem habilitację, w moim życiu zawodowym co nieco się zmieniło. Okreśłiłbym to jako wejście do klubu, a właściwie jego przedsionka, na pokoje jeszcze mnie nie wpuścili. Uzyskałem też władzę – mogę uwalić doktorat, habilitację, wedle uznania. Ale habilitacja nie miała nic wspólnego z tym, czy jestem samodzielnym badaczem. Bo jestem nim już od dawna i nie potrzebuję na to kwitu.

 

Może też czas zrezygnować z tej durnej megalomanii habilitacyjno-narodowej, podług której świat (w tym nauki polskiej) orientuje się według najnowszych ustaleń ustawy o stopniach naukowych. Otóż wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują, że świat ma dużo ważniejsze i ciekawsze sprawy na głowie.