Kryteria oceny habilitanta

Zacząłem sie zastanawiać, według jakich kryteriów będę oceniany. Ustala to rozporządzenie MNiSW w tejże  sprawie. Kryteria są następujące.

 

1. Jeśli idzie o publikacje, bardzo wyraźny nacisk rozporządzenie kładzie na artykuły w międzynarodowych czasopismach naukowych, notowanych na przeróżnych listach – od JCR po ERIH. Do tego do ‚dorobku’ liczyć się będą książki i inne publikacje.

 

Do tego oceniać będzie się:

2. sumaryczny impact factor publikacji;

3. indeks Hirscha (wg WoS)

4. kierowanie projektami (krajowymi lub międzynarodowymi) lub udział w nich.

5. referaty na konferencjach.

 

Zanim skomentuję, warto zaznaczyć, że ‚aktywność naukowa’, choć niewyróżniona, wydaje się być zawarta w tych kryteriach. To, że nie jest wyóżniona, wydajemi się błędem. Ale to, być może, na inny wpis.

 

Na początku powiedziałbym, że trudno nie zgodzić się z kierunkiem, jakie objęło ministerstwo. Umiędzynarodowienie nauki, jak juz pisałem wcześniej, jest czymś pozytywnym. Wydaje mi się jednak, że kryteria te wylewają dziecko razem z kąpielą.

 

O ile nacisk na artykuły w czasopismach międzynarodowych jest czymś pozytywnym, trudno nie zauważyć, że są to kryteria wyraźnie skrzywione w kierunku niektórych dziedzin i specjalności. Dla przykładu, filozofowie na całym świecie publikują i będą publikować książki i ‚degradowanie’ tych książek do publikacji drugiej kategorii jest nieporozumieniem. Dużo lepiej byłoby zauważyć, że wydawnictwo wydawnictwu nierówne, podobnie jak książka książce. Dokładnie jak w wypadku artykułów.

 

Podobnie jest z scjentometrią. Choć działa ona nieźle w części dyscyplin, nie działa w innych. Nawet wybór bazy danych jest problemem. Nie ma powodu bowiem, by decyzje w sprawie polskich stopni naukowych oparte były o decyzje prywatnej firmy z USA. Chciałbym być dobrze zrozumiany: nie jestem przeciwny firmie Thomson-Reuters, ich ustalenia są przydatne i trudno je odrzucać. Jednak trudno też je przyjąć za wyrocznię. Choćby dlatego, że redaktorzy są w stanie i manipulują IF swoich czasopism. Indeks Hirscha z kolei, jeśli oparty o WoS, nie bierze pod uwagę książek, co w sposób oczywisty dyskryminuje tych, którzy je piszą.

 

Ale to nie tylko o filozofów chodzi – chodzi również o badania niszowe, o badania, które zostaną zacytowane za 5 lat. Bo przyjdzie moda, Chodzi też o to, że przeglądy literatury i metaanalizy są cytowane częściej, a przecież chodzi chyba o publkowanie badań! Już mi się nie chce pisać o tym, że nie ma sensu sumować IF czasopism, w których się publikuje. IF jest wartością mierzącą cytowalność czasopisma i tylko czasopisma! Warto też zwrócić uwagę, że w czasopiśmie owysokim IF zdarzają się teksty, które nie są cytowane! i na odwrót! Warto o tym poczytać choćby na Wikipedii.

 

O projektach i konferencjach pisałem w postach o aktywności naukowej.

 

I teraz tak: można powiedzieć, że te wszystkie uwagi nie mają większego znaczenia, bo od tego są recenzenci, żeby nawigowali między moją listą publikacji i rozporządzeniem. Problem jednak polega na tym, że ja nie chcę liczyć na to, że recenzent wynawiguje sensownie. Po co wprowadzać kryteria, które działają tylko w części przypadków?! Potencjalnie dajemy recenzentom bat na habilitanta, którego mogą używać wedle swego uznania.To nigdy nie jest dobre rozwiązanie.

 

Muszę przyznać, że jeszcze się wszystko dobrze nie zaczęło, a ja jestem głównie sfrustrowany. Podejrzewam jednak, że moja frustracja będzie rosła.