Kup pan cegłę

Dostałem ciekawego maila w sprawie opłat za postępowanie. Napisał do mnie habilitant, od którego oczekuje się, że dobrowolnie pokryje ‚administracyjną’ część postępowania habiitacyjnego. Mój korespondent cytuje niejednokrotnie omawiany komunikat MNiSW w sprawie pobierania opłat za postępowania awansowe.

 Sprawa rozbija się o następujący akapit:

 

Jednocześnie § 5 ust.1 ww. rozporządzenia pozwala na przejęcie obowiązku wypłaty jedynie wynagrodzenia przysługującego wskazanym tam osobom, a nie przejęcie kosztów jakie w związku z tymi postępowaniami faktycznie ponosi jednostka organizacyjna przeprowadzająca daną procedurę.

 

oraz o to, że pracodawca habilitanta chce właśnie pokryć jedynie koszty wymienione w komunikacie, a nie całości postępowania. Z kolei jednostka przeprowadzająca postępowanie nie uważa za stosowne pokrywać koszty, którymi w ogóle nie jest zainteresowana – habilitant nie jest pracownikiem tejże jednostki. A przecież jednostka ponosi koszty: delegacji, materiałów czy wreszcie czasu pracy osób zajmujących się postępowaniem.

 

Mój korespondent napisał, że pokryje koszty. Są niewielką częścią postępowania (choć nie mówimy tu i kilku stówach)  i znacznie ważniejsze jest to, by uzyskać stopień. Habilitant boi się po prostu, że zantagonizuje jednostkę, od której to zależy. Sprawa jest rozwiązana.

 

Jednak problem jest poważny, moim zdaniem. Przerzucenie części kosztów postępowań habilitacyjnych na jednostki je prowadzące jest nieuczciwe, szczególnie w przypadku uczelni prywatnych. Te koszty nie zostaną przecież ‚wchłonięte’, ale zostaną pokryte przez innych ‚klientów’ uczelni, w tym przez studentów. To z kolei wydaje się jeszce bardziej niesprawiedliwe. Dlaczego (hipotetyczy) ja mam pokrywać koszty habilitacji osoby, która ma dla mnie znaczenie zeszłorocznego śniegu? A może i jeszcze mniejsze. Nawet przyjmując, że z punktu widzenia pojedynczego studenta mówimy o groszach, to jednak z zasady uczelnia nie powinna oczekiwać pokrywania kosztów, które ze studentem nie są w jakikolwiek sposób związane.

 

Co więcej, tak naprawdę sprawa mojego korespondenta wcale nie została rozwiązana. Przecież on wcale nie zapłaci dlatego, że chce czy uważa, że powinien, ale dlatego, że się boi. Uczelnia zostaje zmuszona do tego, by zachować się, jak opryszek, który mówi do przechodnia „Kup pan cegłę.”. Chcąc, nie chcąc, kupuję cegłę, bo się boję, że tą cegłą w pysk dostanę. Habilitant też kupuje.