Kurara

Dalej mi sie nic nie chce. Zupełnie. Pewnie po części to lato. Ale po części to rozglądanie się wokół. Zastanawiam się, czy mnie też trafi po habilitacji.

 

Parę dni temu kolega z uczelni, który niedawno się habilitował, pokazał mi świeżutko wydaną książkę. Książka jak książka, nie moja dziedzina, nie znam się, można by powiedzieć, wydana w jakimś świeżo założonym wydawnictwie i składa się….z wcześniej opublikowanych tekstów kolegi. I mi opadła szczęka. Kolega nie jest bowiem nowym Levi-Straussem, Chomskym, Malinowskim czy Wittgensteinem. Ot, jest baaaardzo zwykłym polskim doktorem habilitowanym. Jego teksty są powszechnie dostępne, kto chce, przeczyta, jednak on zbiera je w nowej formie i wydaje jako książkę. Dla jasności: autor podaje źródła – nie ma mowy o żadnej nieuczciowści). 

 

I zadaję sobie pytanie: po co? Czy rzeczywiście po habilitacji zmienia się perspektywa tak bardzo, że zaczyna się uznawać swe teksty napisane przez siebie po doktoracie za warte drugiego wydania? Czy rzeczywiście postępowanie habilitacyjne ma taki wpływ na obraz świata habilitanta? Po habilitacji otwiera się ten Nowy wspaniały świat, w którym odkrywamy, że do tej pory pisaliśmy niedocenione przez czytelników perły. I trzeba je ustawić na wystawie wydanej przez kolegę książki…..

 

Daję przylad kolegi, bo jest klinicznym przykładem tego, co obserwuję od jakiegoś czasu. Młody, prężny nagle po habilitacji zaczyna obcinać kupony. Już nic nie musi. Zaczyna przypominać światu o dziełach, które opublikował. Smutno mi i mam wielką nadzieję, że mnie ta habilitacyjna kurara nie trafi.