Kwestia szacunku

Obecnych 49, głosów na tak: 52, głosów na nie: 0, wstrzymujących się: 3. I właściwie nic więcej można nie pisać o tym wyniku głosowania w sprawie nienadania stopnia habilitantce w naukach humanistycznych (nawiasem mówiąc to o tym postępowaniu pisałem, wpis z 31 maja, wytykając recenzentom dziwne rozumienie cyklu jednotematycznego). Przytoczony bowiem w komentarzach pod poprzednim wpisem link odebrał mi mowę. Takiej nonszalancji, braku szacunku, takiej otwartej pogardy dla procedury nie spodziewałem się. Nie spodziewałem się na tyle, że nie przyszło mi do głowy sprawdzać, czy protokoły głosowań wskazują na odpowiednią do obecnych liczbę głosów. Jednak Wydział Nauk Historycznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika przekroczył granice, wydawałoby się, nieprzekraczalne. Im się nie chciało nawet policzyć obecnych na posiedzeniu Rady Wydziału jej członków. 

 

Gdy przechodziłem przez ten nieszczęsny proces, zawsze gdzieś w głowie siedziała myśl, że może się to skończyć źle. I zastanawiałem się, jak to będzie. Miałem jednak nadzieję, że moje niepowodzenie będę mógł podsumować hasłem Gloria victis. Tak, nie powiodło się, ale to nie znaczy przecież, że to przekreśla mnie, mój dorobek. Przecież coś tam osiągnąłem i to coś, jakkolwiek niewielkie, zasługuje na jakiś tam szacunek. Wydawało mi się też, że jeśli tego szacunku nie dostanę od osób wokół mnie, to dostanę go od uczelni. Zostanie mi przekazana informacja, w minorowym nastroju, bez przytyków, bez triumfu. Może nawet zasłużę na uścisk dłoni i praę słów otuchy. Nie przyszło mi do głowy, że ta jakże dla mnie ważna procedura, procedura w dużej mierze decydująca o moim przyszłym życiu naukowym, mogłaby zostać potraktowana z nonszalancją.

 

Wielokrotnie pisałem tu o kontroli jakości, pisałem też kilkukrotnie o należytej staranności w postępowaniu. Ale to wszystko nie ma znaczenia. Ja powinienem zacząć pisać o okazaniu habilitantowi podstawowego szacunku.