Mały humanista?

I jeszcze jedna uwaga na temat moich ostatnich wizyt na stronach CK. Z pewnym zdziwieniem skonstatowałem, że autoreferaty, szczególnie u humanistów (oglądałem też chemików i jakoś u nich jest inaczej) to opowieści o szkołach podstawowych, liceach, dylematach młodości, wieku chmurnego i durnego. Jest coś niezwykłego w tym, że nawet gdy chemik jeden z drugim nie stosuje się to wzoru autoreferatu CK, to i tak nie pisze o tym, że już dzieckiem będąc, wujek Wicek kupił mu ‚Młodego chemika’, a po zachętach cioci Geni, odkrył w sobie powołanie do chemii organicznej….

 

Patrzę na te humanistyczne biografie i zastanawiam się….Czy naprawdę nie dałoby się czytelnikowi ich oszczędzić, pisząc, może nie od razu krótko i zwięźle, wszak to humanistyka, ale przynajmniej do rzeczy? Czy rzeczywiście informacja o szkole podstawowej Pipidówce Małej, oraz matura w Pipidówie Wielkiej, jest tak niezbędna, by zrozumieć wkład w habilitanta w rozwój swej dyscypliny? Czy rzeczywiście olimpiady szkolne pokazują habilitanta w ważnym świetle? Nawet Przemyśl jako źródło inspiracji naukowej nie uderza mnie swą relewancją.

 

Żeby chociaż wujek Staszek z ciocią Gizelą przynieśi zestaw ‚Mały humanista’….