Metafory habilitacji

Pod poprzednim wpisem, @misieck zadaje ważne pytanie: jaki wkład w rozwój dyscypliny może mieć dzieło, które praktycznie mogą zobaczyć tylko recenzenci? Ja, na szybko, udzielam odpowiedzi. Żaden.

 

Jest jednak druga część odpowiedzi: bo nie o żaden wkład tutaj chodzi! Pisałem tu już wielokrotnie, że gdyby wziąć na poważnie sformułowanie o znacznym wkładzie w rozwój dyscypliny, w Polsce przestano by nadawać habilitacje. Znaczny wkład w rozwój dyscypliny mają (bardzo) nieliczni i przytłaczająca większość doktorów habilitowanych, włącznie ze mną, nie ma znaczącego wkładu w rozwój dyscypliny. Co więcej, znaczna część doktorów habilitowanych, nie ma żadnego, ani znacznego, ani nieznacznego wkładu w rozwój dyscypliny, ponieważ robią rzeczy wtórne, które nikogo poza nimi samymi nie interesują.

 

Co więcej, uważam, choć nie rozpytywałem się, że recenzenci traktują przepis o znacznym wkładzie metaforycznie. Znaczny wkład jest równoważny z ‚zasługuje na habilitację’, dzięki czemu można nadawać habilitacje wszystkiemu, co się rusza i habilitacji pragnie.