Metr i chusta

Nie mam siły się wziąć do tłumaczenia autoreferatu. Odrzuca mnie. Mam serdecznie dość tego wszystkiego. Czasem mam wrażenie, że to wszystko to taka bajkowa droga na szklaną górę, czy inny tego typu kulturowy motyw ‚drogi przez mękę’. Nie chodzi o żadną habilitację, chodzi o to, żeby habilitanta-wojownika sprawdzić, przetestować, czy nie zrezygnuje i się nie podda.Każdy z elementów to kolejna praca, nie, nie herkulejska, tylko habilitancka. Jedna durniejsza od drugiej. A wróżek do pomocy jak na lekarstwo.

 

Oczywiście habilitacja zawsze była i będzie naukowym obrzędem przejścia, lubujemy się w nich. Mam jednak wrażenie, że tu właśnie nie tyle idzie o sprawdzenie wiedzy, dorobku czy czegokowliek naukowego, ale o to, by po raz ostatni dowalić. Taka naukowa fala. Po złożeniu dokumentów, CK powinna habilitantom dać metr krawiecki, żeby sobie dni do decyzji obcinać. A później habilitant dostałby chustę i chodziłby pijany po uczelni śpiewając sprośne piosenki….

 

Mam serdecznie dość.