Miara profesora

Profesor Śliwerski znów zaskakuje.W ostatnim wpisie profesor pisze w odpowiedzi na komentarz:

 

Żądne (sic!) z wskazanych w rozporządzeniu kryteriów nie ma charakteru fakultatywnego. Wszystkie muszą być prane pod uwagę, adekwatnie do reprezentowanej dyscypliny naukowej. Trudno np. by adiunkci pedagogiki byli opiekunami studentów na praktykach w szpitalach. Recenzenci rozstrzygają o mocy spełnienia tych wymagań w danym postępowaniu.

 

Po przeczytaniu tego wpisu zastanawiam się, czy profesor Śliwerski na pewno rozumie znaczenie słowa ‚fakultatywne’. Wydaje mi sie bowiem, że swoim komentarzem wykazał nic innego a właśnie fakultatywność kryteriów.

 

Przymiotnik ‚fakultatywny’ definiowany jest jako:

 

pozostawiony do wyboru, do czyjejś decyzji; opcjonalny, nieobowiązkowy, dowolny, możliwy.

 

Adekwatność do dyscypliny, o której mówi profesor (i którą sobie wymyślił – rozporządzenie nic o niej nie stanowi), to przecież właśnie ta fakultatywność. Recenzenci decydują, które z kryteriów stosować w ocenie habilitanta. Prof. Śliwerski pisze tak, bo utknął w tezie, że trzeba spełnić wszystkie kryteria. Zarówno na forum, jak i tutaj, a i na jego blogu, prawnicy i nie tylko wykazywali, że taka interpretacja rozporządzenia jest błędna.

 

Błądzić jest rzeczą ludzką, upierać się w błędzie… nieprofesorską.