Miłość niejedno ma imię

5 stycznia napisałem o badaczu, który popełnił plagiat. Napisałem o kompromitacji i takie tam inne rzeczy. Właśnie dostałem plik z konkordancją zapożyczeń tegoż domniemanego plagiatora wobec tej samej ofiary. Na pierwszy, a może i drugi rzut oka, sprawa wygląda poważnie. Wbrew zapewnieniom, prawdopodobnie dokonano kolejnego plagiatu.

 

Przyznam szczerze, że przeczytałem maila z pewnym niedowierzaniem. Jak napisałem w styczniu, gdybym chciał popełnić plagiat, przepisałbym jakiś artykuł z Namibii. Plagiat artykułu z Polski raczej nie wchodziłby w rachubę. Plagiat dwóch tekstów tego samego autora uznałbym za szaleństwo! Powiem więc wprost: trzeba być kompletnym kretynem, żeby dokonać plagiatu (przynajmniej) dwóch artykułów tego samego autora!

 

Współczując ofierze, chciałbym zwrócić uwagę, że może trzeba popatrzeć na te plagiaty inaczej. Autorze plagiatowany, masz wielbiciela! Może nie chcesz, ale masz. Może by warto plagiatorowi ze dwa artykuły zadedykować?