Monotematyczność

Na forum dzisiaj trzy wątki na temat monotematyczności. Forumowicze zauważają, że monotematyczność cyklu publikacji jest czymś niejasnym, problematycznym, zdecydowanie podatnym na całą masę interpretacji.

 

Przyznam, że nie przyszło mi to głowy. Tak, widzę to: nie ma jasnych kryteriów monotematyczności. Wszak to, że cykl artykułow jest na temat, powiedzmy, cukrzycy, wcale nie znaczy, że są monotematyczne. Mogą przecież dotyczyć farmakoterapii, struktury opieki, kosztów hospitalizacji, samolecznictwa i wielu innych problemów związanych z cukrzycą. Z drugiej strony, chcę myśeć, że dobrze nie dać się zwariować. Nie zdawajmy sobie pytań, co to jest ‚monotematyczny’. Definicja jest, no kurcze, intersubiektywna. Innymi słowy, wszyscy wiemy, co to jest ‚monotematyczny’. Mam też nadzieję, że recezent też bedzie wiedział.

 

A swoją drogą, to często mi chodzi pytanie: jakiż to plan świata zostałby naruszony, gdybyśmy po prostu oceniali dorobek habilitanta? Jakąż to przewagę nad światem daje nam ów monotematyczny cykl publikacji? Czy naprawdę lepiej mieć 7 artykułów na jeden temat rozsianych po różnych czasopismach, zamiast 5 różnych artykułów w NEJM, Nature, Science….Co za różnica, że habilitant publikuje na ten sam temat? Argument, że idzie o rozmach badań, nie ma większego sensu: przecież nikt tego nie sprawdza. Oczywiście, to lepiej niż zmuszać fizyków czy biologów do pisania książek, ale nadal nie widzę tego X-factora, którego nie widzi nauka światowa. I w swej nieświadomości publikuje, jak jej się podoba, nie oceniając doświadczonych badaczy na podstawie tego, czy umieją napisać na ten sam temat czy nie.