Myślenie magiczne

Serwis Nauka w Polsce dokonał przystępnego podsumowania trzech propozycji Ustawy 2.0. W tym wpisie skupię się przede wszystkim na sekcji o karierze naukowej.

 

1. Pierwszy pomysł to zniesienie habilitacji. Doktorat stanie się nową habilitacją, ale nadawać go będą mogły tylko uczelnie na najwyższym poziomie, na dodatek świeżo upieczony nie będzie mógł zostać zatrudniony na uczelni, na której uzyskał doktorat.

 

Dyskutowano już o tych propozycjach tutaj i na DNU. Moim zdaniem sczególnie wymóg ‚mobilności’ jest idiotyczny. Uczelnia musi mieć prawo do inwestowania w młodych i zdolnych studentów, jeśli uznaje to za stosowne. Myślę też, że postulaty podnoszenia poziomu doktoratu to mrzonki (patrz niżej). Kumulacja władzy do nadawania doktoratu w kilku wydziałach w Polsce jest tyle głupia, ile niebezpieczna.

 

2. Rozróżnianie między ‚prawdziwym’ doktoratem i jego zawodowym odpowiednikiem to nawiązanie do tego, co już dzieje się w wielu uczleniach na tzw. Zachodzie. Z tego jednak, co się orientuję, to ‚zawodowy doktorat’ dostępny jest osobom spoza uczelni. Druga propozycja w rzeczywiście zachowuje status quo, ale udaje, że tak nie jest.

 

3. Trzecia propozycja otwarcie mówi o ‚podkręcaniu kryteriów’. To brzmi dobrze jedynie na papierze. Pomijam już to, że te superkryteria będą stosować ludzie, którzy sami ich nie spełniają. Dodam do tego, że czytałem niskie kilkanaście doktoratów z różnych uczelni na świecie. Jedne były dobre, inne słabe, mniej więcej jak w Polsce. Znam polskie doktoraty, które przeszłyby ‚na Zachodzie’, znam zachodnie, które nie przeszłyby w Polsce. I mówiąc szczerze mam serdecznie dość pieprzenia o polskich doktoratach jakby wszystkie były takie same.

 

Do tego dodam dwa komentarze ogólne. Moim zdaniem, obecny system nadawania stopni ma tyle wad, co zalet, a jego największą wadą jest to, że przeprowadzane procedury nie mają nic wspólnego z tym, co jest zapisane w ustawie i rozporządzeniach. I dużo bardziej interesowałaby mnie propozycja, która doprowadziłaby do terminowości procedur awansowych. To byłby sukces nad sukcesy. O likwidacji nieuczciwych, kurutazyjnych recenzji nie śmiem myśleć. Moim zdaniem, każdy nowy system zostanie pokonany przez dokładnie te same problemy, z którymi mamy do czynienia dzisiaj.

 

Po drugie, problemy polskiej nauki nie polegają na tym, że jest habilitacja czy też jej nie ma, że jest jeden doktorat czy 18. Ja nawet nie wiem, czy są w ogóle jakieś ‚problemy polskiej nauki’. Trudno bowiem porównywać fizykę i pedagogikę – oni żyją w innych galaktykach. Moim zdaniem, nie ma najmniejszego znaczenia, czy doktoraty będą takie czy inne, masowe czy elitarne, jeśli po tym doktoracie nikt nie będzie sie zastanawiał, na czym polega uprawianie nauki, publikowanie, uzyskiwanie funduszy na badania.

 

I na koniec, cała ta afera z nową ustawą i nową reformą zasadzona jest na przekonaniu, że to, jak ja uprawiam naukę, zależne jest od ministra i ustawy. Jak ktoś chce się dowiedzieć, co to jest myślenie magiczne, to to jest właśnie to. Minister powie świat się zmieni. Tak nie jest i być może to wielki paradoks, ale w moim życiu naukowym nie zmieniło się wiele w ostatnich latach. Ja robię dokładnie to samo, co zawsze. Co więcej, wydaje mi się, że ludzie wokół mnie też nie zmienili tego, gdzie publikują, jak robią badania. I żadnemu ministrowi jeszcze nie udało się zachęcić pedagogów do tego, żeby zaczęli publikować na świecie. I podejrzewam, że to się już nie uda. I żaden super, hiper, ani ultradoktorat tego nie zmieni! A na pytanie, jak to zmienić, nie ma prostej odpowiedzi.

 

 A reformy, ktoś zapyta? Reformy to głównie zamieszanie i psucie krwi na marginesach.