Na Berdyczów

Gdy czytam kolejny artykuł Marka Wrońskiego z jego „Z archiwum nieuczciwości naukowej”, zastanawiam się, jak on to robi. Powiem inaczej, nie jestem w stanie zrozumieć, że jemu się po prostu chce.

W najnowszym numerze Forum Akademickiego 187. i 188. tekst w rubryce i ten pierwszy odbiera chęć życia. Oto pisze Wroński o Uniwersytecie Gdańskim (tak, tak, nie o Wyższej Szkole Humanistyki, Techniki, Fizyki i Astrologii im Zgniłej Truskawki), o porządnym polskim uniwersytecie, który tuszuje, zamiata pod dywan, udaje, że nic się nie dzieje.

Urzekł mnie fragment o plagiatorze na stanowisku prorektora, o którym Wroński pisze:

Autor wycofał i umorzył postępowanie profesorskie oraz przeszedł na emeryturę. Dyscyplinarne postępowanie wyjaśniające prowadził dr hab. Mariusz Bogusz z Wydziału Prawa i Administracji UJ. Potwierdził liczne zarzuty zapożyczeń, ale uznał je za „przewinienie mniejszej wagi”, nie skierował wniosku o ukaranie do komisji dyscyplinarnej i zarekomendował zaledwie upomnienie rektorskie.

Tak po prostu. No przecież to jest, do cholery, jakaś kompletna niczym nie zmącona masakra. Skandal w biały dzień. Czy można się dziwić, że kilka lat później na tym samym Uniwersytecie Gdańskim był rektor, którego plagiat wyszedł na jaw, bo rektor stwierdził, że habilitacja to za mało. On chce jeszcze być profesorem….i nikomu nie przyszło do głowy powiedzieć: Dość. Nie damy rady więcej.

Ale chociaż recenzenci się wstydzą. To już coś, nie?

Wracając do Wrońskiego, to mam wrażenie, że wali on głową w mur, jest w tym osamotniony i ja go za to podziwiam. Gdy obserwowałem rosnącą liczbę komentarzy pod poprzednim wpisem, dostałem maila, że powinienem coś napisać. Zgodziłem się i pomyślałem, że po prawie 9 latach istnienia tego bloga nie zmieniło się nic. Ale to pół biedy, mój blog to małe piwo. Nawet nie chcę myśleć w kategoriach tego, że ten blog miałby coś zmieniać, szczególnie w porównaniu z zasięgiem i sławą red. Wrońskiego. I ja podziwiam to, że mu się chce. A już kilkakrotnie Wroński pisał, że on nie wie, w co ręce włożyć. 

A może lepiej napisać tak. To nie Wroński przegrał, nie habilitant2012 przegrał, przegraliśmy i przegrywamy wszyscy. Zalewa nas rzeka chamstwa, nieuczciwości, bylejakości. A my przecież to elita, panie. Żadna ze mnie Kasandra, ale będzie jeszcze gorzej. Wydaje mi się, że stanęliśmy na równi pochyłej i ktoś nam podłoże olejem wysmarował. I tak się ślizgamy w dół, chcąc, nie chcą. Możemy tylko obserwować ruch w dół.

Mam też wrażenie, że nasze listy zaczęto już przekierowywać na Berdyczów.

PS. Podobno pesymista to optymista dobrze poinformowany.